GRY

sobota, 24 grudnia 2016

od Kinnesy cd Acair'a

Wróciłam do domu po ciężkiej imprezie, ubaw był cudny, chociaż bywały lepsze dni. Słyszałam silnik, czyli chłopak również odjechał do domciu. Przebrałam się, wymyłam na końcu tylko przekąsiłam pół bułki z szynką i warzywami po czym położyłam się na łóżku. Wzięłam laptopa na kolana i sprawdzałam przeróżne strony, Facebook... Na pierwszym miejscu, pisała do mnie koleżanka którą śmiało mogę nazwać najlepszą przyjaciółką, zawsze widziałam w niej wsparcie, i nigdy mnie nie zdradziła mimo kłótni nawet gdy są mocne ale rzadkie. Czasami sięgałam do szklanki z pepsi, nie mogłam spać więc czemu by czasu nie spędzić na przeglądzie internetu. Popijając napój przeczytałam coś wstrząsającego i o mało nie oplułam monitora, odłożyłam szybko szklankę i kliknęłam na przycisk "Czytaj więcej". Ukazano zdjęcie auta mojej cioci... Rozbite, w dodatku do góry nogami. W wirtualnej gazecie pisało iż nastał wypadek poprzez zderzenie auta z tirem. Jedna osoba nie żyje... Wiedziałam że to moja ciocia... Zatkałam rękoma usta a łzy same zaczęły lecieć, odłożyłam laptop po czym skuliłam się w swoich łzach i cichych stekach. Nie spałam całą noc, próbując dodzwonić się do jedynej osoby z rodziny, ale telefon nie był aktywny, nie chciałam wierzyć w to że zostałam sama... Cały czas dzwoniłam i z chwili na chwile coraz bardziej płakałam. Dopiero około 8 rano przestałam, ale wciąż miałam wory pod oczami do tego czerwone białka, byłam strasznie niewyspana a w dodatku cierpiałam na stres i bezsenność po tym co się stało. Wstałam z łózka, poszłam umyć twarz ale i tak nie dałam rady zakryć wielogodzinnej żałoby. Miałam ochotę się pociąć.. zrobić coś sobie.. po jakimś czasie obwiniałam całą siebie za wszystko. Wpadłam w depresje, cały dzień nie kontaktowałam. Siedziałam tylko na łóżku i oglądałam stare zdjęcia z rodziną. Widziałam kątem oka jak telefon wibruje, dzwonił ten nowo poznany chłopak ale nie miałam siły odebrać, nie chciałam by poznał mnie w takim stanie. Nie chce być dla kogoś problemem... Wyciszyłam telefon słysząc tylko wibracje które wieczorem stawały się coraz to częstsze. Druga noc nie przespana, wypiłam ze trzy kawy i starałam się wypędzić z siebie emocje.
Następnego dnia wyruszyłam do pracy, jako nauczycielka tańca dziś pierwszy raz miałam uczyć Hip-Hopu w jednej ze szkół. Wyruszyłam ledwo żywa, po drodze napotkałam chłopaka.
-Kinnesa! - zawołał, odwróciłam się powoli podnosząc wzrok.
-Czemu nie odbierałaś? - spytał zdyszany gdyż trochę do mnie przebiegł.
-Nie mogłam. - stwierdziłam krótko po czym odwróciłam się.
-Ej coś sie stało? - spytał dorównując mi kroku ja założyłam kaptur by schować twarz.
-Wszystko w porządku.. - cichutko powiedziałam, śmierć cioci ciągle trzymała mi nóż na sercu.
-A tera masz czas? - spytał spokojnie.
-Ide do pracy... będę uczyć dzieci Hip-Hopu. Z jakieś 2 godziny - gdy to powiedziałam ugięły mi się nogi po czym upadłam na kolano, chłopak zdążył mnie złapać... Refleks wilkołaka.
-Dasz rade? - spytał. Kiwnęłam głową po czym dodałam z zmęczeniem.
-Musze.. - Oznajmiłam, odprowadził mnie do szkoły, zdjęłam kurtkę i przebrałam się w dresowe ciuchy idealne do łatwych wygibasów. Trzymałam z sobą kartkę gdzie siedzę malutka trzymana przez tate.. mame i ciocie w skórze wilków.
-Musze być silna... - cichutko szepnełam sama do siebie, wytarłam łze i schowałam kurtkę do szafki wychodząc przygotowana do zajęć.
Po dwóch godzinach byłam padnięta coraz bardziej ale trzymałam się jeszcze na nogach. Gdy ledwo wyszłam z szkoły zauważyłam chłopaka...
Acair? Ciężko mi pisać krótkie opowiadania ><

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz