Wróciłam do domu po ciężkiej imprezie, ubaw był cudny, chociaż bywały lepsze dni. Słyszałam silnik, czyli chłopak również odjechał do domciu. Przebrałam się, wymyłam na końcu tylko przekąsiłam pół bułki z szynką i warzywami po czym położyłam się na łóżku. Wzięłam laptopa na kolana i sprawdzałam przeróżne strony, Facebook... Na pierwszym miejscu, pisała do mnie koleżanka którą śmiało mogę nazwać najlepszą przyjaciółką, zawsze widziałam w niej wsparcie, i nigdy mnie nie zdradziła mimo kłótni nawet gdy są mocne ale rzadkie. Czasami sięgałam do szklanki z pepsi, nie mogłam spać więc czemu by czasu nie spędzić na przeglądzie internetu. Popijając napój przeczytałam coś wstrząsającego i o mało nie oplułam monitora, odłożyłam szybko szklankę i kliknęłam na przycisk "Czytaj więcej". Ukazano zdjęcie auta mojej cioci... Rozbite, w dodatku do góry nogami. W wirtualnej gazecie pisało iż nastał wypadek poprzez zderzenie auta z tirem. Jedna osoba nie żyje... Wiedziałam że to moja ciocia... Zatkałam rękoma usta a łzy same zaczęły lecieć, odłożyłam laptop po czym skuliłam się w swoich łzach i cichych stekach. Nie spałam całą noc, próbując dodzwonić się do jedynej osoby z rodziny, ale telefon nie był aktywny, nie chciałam wierzyć w to że zostałam sama... Cały czas dzwoniłam i z chwili na chwile coraz bardziej płakałam. Dopiero około 8 rano przestałam, ale wciąż miałam wory pod oczami do tego czerwone białka, byłam strasznie niewyspana a w dodatku cierpiałam na stres i bezsenność po tym co się stało. Wstałam z łózka, poszłam umyć twarz ale i tak nie dałam rady zakryć wielogodzinnej żałoby. Miałam ochotę się pociąć.. zrobić coś sobie.. po jakimś czasie obwiniałam całą siebie za wszystko. Wpadłam w depresje, cały dzień nie kontaktowałam. Siedziałam tylko na łóżku i oglądałam stare zdjęcia z rodziną. Widziałam kątem oka jak telefon wibruje, dzwonił ten nowo poznany chłopak ale nie miałam siły odebrać, nie chciałam by poznał mnie w takim stanie. Nie chce być dla kogoś problemem... Wyciszyłam telefon słysząc tylko wibracje które wieczorem stawały się coraz to częstsze. Druga noc nie przespana, wypiłam ze trzy kawy i starałam się wypędzić z siebie emocje.
Następnego dnia wyruszyłam do pracy, jako nauczycielka tańca dziś pierwszy raz miałam uczyć Hip-Hopu w jednej ze szkół. Wyruszyłam ledwo żywa, po drodze napotkałam chłopaka.
-Kinnesa! - zawołał, odwróciłam się powoli podnosząc wzrok.
-Czemu nie odbierałaś? - spytał zdyszany gdyż trochę do mnie przebiegł.
-Nie mogłam. - stwierdziłam krótko po czym odwróciłam się.
-Ej coś sie stało? - spytał dorównując mi kroku ja założyłam kaptur by schować twarz.
-Wszystko w porządku.. - cichutko powiedziałam, śmierć cioci ciągle trzymała mi nóż na sercu.
-A tera masz czas? - spytał spokojnie.
-Ide do pracy... będę uczyć dzieci Hip-Hopu. Z jakieś 2 godziny - gdy to powiedziałam ugięły mi się nogi po czym upadłam na kolano, chłopak zdążył mnie złapać... Refleks wilkołaka.
-Dasz rade? - spytał. Kiwnęłam głową po czym dodałam z zmęczeniem.
-Musze.. - Oznajmiłam, odprowadził mnie do szkoły, zdjęłam kurtkę i przebrałam się w dresowe ciuchy idealne do łatwych wygibasów. Trzymałam z sobą kartkę gdzie siedzę malutka trzymana przez tate.. mame i ciocie w skórze wilków.
-Musze być silna... - cichutko szepnełam sama do siebie, wytarłam łze i schowałam kurtkę do szafki wychodząc przygotowana do zajęć.
Po dwóch godzinach byłam padnięta coraz bardziej ale trzymałam się jeszcze na nogach. Gdy ledwo wyszłam z szkoły zauważyłam chłopaka...
Acair? Ciężko mi pisać krótkie opowiadania ><
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz