GRY

poniedziałek, 19 grudnia 2016

od Everett'a cd Roy'a

Roy złapał mnie na obserwowaniu go.
Cholera.
choleracholeracholeracholera-
Byłem pewien, że na ekranie jego telefonu mignął tekst „jutro będzie już martwa”.
Nie byłem pewien, czy to on napisał tą wiadomość, czy ktoś inny, w każdym razie byłem w tarapatach.
Przełknąłem ślinę zastanawiając się, co teraz zrobi. Wyśmieje mnie, wyjdzie z lokalu, a może znowu dostanę po twarzy? Brawo Everett, bądź jeszcze bardziej głupi i ciekawski, jeszcze bardziej gap się bezsensownie na ludzi.
- Coś nie tak?
Wziąłem głęboki oddech i potrząsnąłem głową.
Wszystko jest dobrze.
Jest dobrze.
- Gang Strachu, tak? – powtórzyłem jeszcze raz nowo poznaną wiadomość. Grey przytaknął. Wtedy dotarła do mnie ta informacja, uderzając we mnie niczym silna fala podczas sztormu, pozbawiając mnie oddechu. Gang Strachu, to ci nieprzewidywalni, zimni mordercy potrafiący wpełznąć do twojego umysłu niepostrzeżenie, zmanipulować, zmusić-
Spojrzałem jeszcze raz na Grey’a sprawdzającego coś na swoim telefonie. Nie wyglądał na kogoś, kto z zimną krwią zabiłby niewinną osobę.
No, winną może tak.
- Czym się zajmujesz? – wydusiłem próbując pokazać mową ciała, że jestem rozluźniony ale nie udawało mi się. Czułem, jak moje nogi drżą lekko, dłonie robią się zimne, a gardło strasznie suche, jakbym nie pił przez wiele dni. Oparłem głowę na dłoni, ale poczułem przeszywający ból w miejscu, które dotknąłem. Syknąłem cicho pod nosem klnąc wszystko na niebie, czemu wczoraj musiałem dostać najmocniejsze ciosy akurat w twarz?
Chłodne oczy Grey’a przypomniały mi o tym, że hej, obok ciebie siedzi prawdopodobny morderca, a ty z nim się dobrowolnie spoufalasz-
- Jestem barmanem. – powiedział cicho.
Z moich ust wymknęło się mimowolne westchnienie ulgi. Czyli jednak miał normalną pracę.
Everett, debilu, ludzie nie mówią przy nowo poznanych osobach, że są mordercami, takie rzeczy raczej się ukrywa.
Miałem wrażenie, że zwymiotuje, a to wszystko powodowały moje myśli. Z drugiej strony miały racje, a końcu ja też nie podszedłbym do niego mówiąc, hej, nielegalnie sprzedaję heroinę za rogiem, mogę dać ci zniżkę za to, że mnie nie zabiłeś-
- A ty? – jego głos wyrwał mnie z mojej wewnętrznej walki. Zamrugałem kilka razy. Świetnie Everett, robisz coraz lepsze wrażenie na nim. Może będzie myślał, że jesteś takim biedaczyskiem, że da ci jedynie szybką kulkę w łeb, zamiast zagłębiać się w twoim umyśle i niszczyć cię od środka krok po kroku-
Chwila-
Może już to robił?
- Pracuję w sklepie muzycznym. – zadrżałem lekko na myśl o tym, że platynowowłosy przetrzepuje moje myśli. – Sprzedaję płyty, winyle, instrumenty, takie tam.
- Oh.
Między nami została cisza, pogłębiająca mnie w moich ciemnych myślach. Może, jak będę myślał o czymś bezsensownym to zostawi moją głowę w spokoju-
- Gram na gitarze. – powiedział patrząc się na mnie.
- Oh. – powtórzyłem bezwiednie dźwięk, który Roy wydał z siebie kilka minut wcześniej. – Ja też, odrobinę. Mamy w sklepie gitary. Naprawdę dobre. Jakbyś kiedyś chciał to zawsze-
Cicho bądź Everett, wyjdzie na to, że jesteś nachalny.
Grey uśmiechnął się lekko przytakując. Nie wiedziałem, czemu nagle stałem się tak odważny, ale nie potrafiłem przestać mówić, trochę zaczęło mnie to przerażać. Co jeszcze powiem bezsensownego?
- Mógłbym twój numer? – burknąłem cicho, dopiero po chwili orientując się, co powiedziałem. Brawo Everett, właśnie o taką bezsensowność mi chodziło. Chłopak podniósł brwi wysoko wyglądając na rozbawionego. Poczułem, jak robię się czerwony aż po uszy. – Cholera, nie chcę ci wejść w spodnie, czy coś takiego, nie martw się. Chodzi mi bardziej o to, że jakbyś chciał kiedyś dobry instrument, poinformowałbym cię o dostawie, powiedziałbym, kiedy pracuję, wiesz, zawsze można pogadać z szefem o zniżce- nie potrafiłem zatrzymać potoku słów wychodzących z moich ust.
<Roy?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz