GRY

sobota, 24 grudnia 2016

Wesołych świąt!

Gdy na niebie zaświeci pierwsza gwiazda,
niech spokój dotrze do twojego rodzinnego gniazda,
niech rozpromieni twarze gości i wniesie w dom wiele radości!

Dużo zdrowia, weny, kasy i wiele sukcesów!!
Życzy Adminka!

od Kinnesy cd Acair'a

Wróciłam do domu po ciężkiej imprezie, ubaw był cudny, chociaż bywały lepsze dni. Słyszałam silnik, czyli chłopak również odjechał do domciu. Przebrałam się, wymyłam na końcu tylko przekąsiłam pół bułki z szynką i warzywami po czym położyłam się na łóżku. Wzięłam laptopa na kolana i sprawdzałam przeróżne strony, Facebook... Na pierwszym miejscu, pisała do mnie koleżanka którą śmiało mogę nazwać najlepszą przyjaciółką, zawsze widziałam w niej wsparcie, i nigdy mnie nie zdradziła mimo kłótni nawet gdy są mocne ale rzadkie. Czasami sięgałam do szklanki z pepsi, nie mogłam spać więc czemu by czasu nie spędzić na przeglądzie internetu. Popijając napój przeczytałam coś wstrząsającego i o mało nie oplułam monitora, odłożyłam szybko szklankę i kliknęłam na przycisk "Czytaj więcej". Ukazano zdjęcie auta mojej cioci... Rozbite, w dodatku do góry nogami. W wirtualnej gazecie pisało iż nastał wypadek poprzez zderzenie auta z tirem. Jedna osoba nie żyje... Wiedziałam że to moja ciocia... Zatkałam rękoma usta a łzy same zaczęły lecieć, odłożyłam laptop po czym skuliłam się w swoich łzach i cichych stekach. Nie spałam całą noc, próbując dodzwonić się do jedynej osoby z rodziny, ale telefon nie był aktywny, nie chciałam wierzyć w to że zostałam sama... Cały czas dzwoniłam i z chwili na chwile coraz bardziej płakałam. Dopiero około 8 rano przestałam, ale wciąż miałam wory pod oczami do tego czerwone białka, byłam strasznie niewyspana a w dodatku cierpiałam na stres i bezsenność po tym co się stało. Wstałam z łózka, poszłam umyć twarz ale i tak nie dałam rady zakryć wielogodzinnej żałoby. Miałam ochotę się pociąć.. zrobić coś sobie.. po jakimś czasie obwiniałam całą siebie za wszystko. Wpadłam w depresje, cały dzień nie kontaktowałam. Siedziałam tylko na łóżku i oglądałam stare zdjęcia z rodziną. Widziałam kątem oka jak telefon wibruje, dzwonił ten nowo poznany chłopak ale nie miałam siły odebrać, nie chciałam by poznał mnie w takim stanie. Nie chce być dla kogoś problemem... Wyciszyłam telefon słysząc tylko wibracje które wieczorem stawały się coraz to częstsze. Druga noc nie przespana, wypiłam ze trzy kawy i starałam się wypędzić z siebie emocje.
Następnego dnia wyruszyłam do pracy, jako nauczycielka tańca dziś pierwszy raz miałam uczyć Hip-Hopu w jednej ze szkół. Wyruszyłam ledwo żywa, po drodze napotkałam chłopaka.
-Kinnesa! - zawołał, odwróciłam się powoli podnosząc wzrok.
-Czemu nie odbierałaś? - spytał zdyszany gdyż trochę do mnie przebiegł.
-Nie mogłam. - stwierdziłam krótko po czym odwróciłam się.
-Ej coś sie stało? - spytał dorównując mi kroku ja założyłam kaptur by schować twarz.
-Wszystko w porządku.. - cichutko powiedziałam, śmierć cioci ciągle trzymała mi nóż na sercu.
-A tera masz czas? - spytał spokojnie.
-Ide do pracy... będę uczyć dzieci Hip-Hopu. Z jakieś 2 godziny - gdy to powiedziałam ugięły mi się nogi po czym upadłam na kolano, chłopak zdążył mnie złapać... Refleks wilkołaka.
-Dasz rade? - spytał. Kiwnęłam głową po czym dodałam z zmęczeniem.
-Musze.. - Oznajmiłam, odprowadził mnie do szkoły, zdjęłam kurtkę i przebrałam się w dresowe ciuchy idealne do łatwych wygibasów. Trzymałam z sobą kartkę gdzie siedzę malutka trzymana przez tate.. mame i ciocie w skórze wilków.
-Musze być silna... - cichutko szepnełam sama do siebie, wytarłam łze i schowałam kurtkę do szafki wychodząc przygotowana do zajęć.
Po dwóch godzinach byłam padnięta coraz bardziej ale trzymałam się jeszcze na nogach. Gdy ledwo wyszłam z szkoły zauważyłam chłopaka...
Acair? Ciężko mi pisać krótkie opowiadania ><

poniedziałek, 19 grudnia 2016

od Everett'a cd Roy'a

Roy złapał mnie na obserwowaniu go.
Cholera.
choleracholeracholeracholera-
Byłem pewien, że na ekranie jego telefonu mignął tekst „jutro będzie już martwa”.
Nie byłem pewien, czy to on napisał tą wiadomość, czy ktoś inny, w każdym razie byłem w tarapatach.
Przełknąłem ślinę zastanawiając się, co teraz zrobi. Wyśmieje mnie, wyjdzie z lokalu, a może znowu dostanę po twarzy? Brawo Everett, bądź jeszcze bardziej głupi i ciekawski, jeszcze bardziej gap się bezsensownie na ludzi.
- Coś nie tak?
Wziąłem głęboki oddech i potrząsnąłem głową.
Wszystko jest dobrze.
Jest dobrze.
- Gang Strachu, tak? – powtórzyłem jeszcze raz nowo poznaną wiadomość. Grey przytaknął. Wtedy dotarła do mnie ta informacja, uderzając we mnie niczym silna fala podczas sztormu, pozbawiając mnie oddechu. Gang Strachu, to ci nieprzewidywalni, zimni mordercy potrafiący wpełznąć do twojego umysłu niepostrzeżenie, zmanipulować, zmusić-
Spojrzałem jeszcze raz na Grey’a sprawdzającego coś na swoim telefonie. Nie wyglądał na kogoś, kto z zimną krwią zabiłby niewinną osobę.
No, winną może tak.
- Czym się zajmujesz? – wydusiłem próbując pokazać mową ciała, że jestem rozluźniony ale nie udawało mi się. Czułem, jak moje nogi drżą lekko, dłonie robią się zimne, a gardło strasznie suche, jakbym nie pił przez wiele dni. Oparłem głowę na dłoni, ale poczułem przeszywający ból w miejscu, które dotknąłem. Syknąłem cicho pod nosem klnąc wszystko na niebie, czemu wczoraj musiałem dostać najmocniejsze ciosy akurat w twarz?
Chłodne oczy Grey’a przypomniały mi o tym, że hej, obok ciebie siedzi prawdopodobny morderca, a ty z nim się dobrowolnie spoufalasz-
- Jestem barmanem. – powiedział cicho.
Z moich ust wymknęło się mimowolne westchnienie ulgi. Czyli jednak miał normalną pracę.
Everett, debilu, ludzie nie mówią przy nowo poznanych osobach, że są mordercami, takie rzeczy raczej się ukrywa.
Miałem wrażenie, że zwymiotuje, a to wszystko powodowały moje myśli. Z drugiej strony miały racje, a końcu ja też nie podszedłbym do niego mówiąc, hej, nielegalnie sprzedaję heroinę za rogiem, mogę dać ci zniżkę za to, że mnie nie zabiłeś-
- A ty? – jego głos wyrwał mnie z mojej wewnętrznej walki. Zamrugałem kilka razy. Świetnie Everett, robisz coraz lepsze wrażenie na nim. Może będzie myślał, że jesteś takim biedaczyskiem, że da ci jedynie szybką kulkę w łeb, zamiast zagłębiać się w twoim umyśle i niszczyć cię od środka krok po kroku-
Chwila-
Może już to robił?
- Pracuję w sklepie muzycznym. – zadrżałem lekko na myśl o tym, że platynowowłosy przetrzepuje moje myśli. – Sprzedaję płyty, winyle, instrumenty, takie tam.
- Oh.
Między nami została cisza, pogłębiająca mnie w moich ciemnych myślach. Może, jak będę myślał o czymś bezsensownym to zostawi moją głowę w spokoju-
- Gram na gitarze. – powiedział patrząc się na mnie.
- Oh. – powtórzyłem bezwiednie dźwięk, który Roy wydał z siebie kilka minut wcześniej. – Ja też, odrobinę. Mamy w sklepie gitary. Naprawdę dobre. Jakbyś kiedyś chciał to zawsze-
Cicho bądź Everett, wyjdzie na to, że jesteś nachalny.
Grey uśmiechnął się lekko przytakując. Nie wiedziałem, czemu nagle stałem się tak odważny, ale nie potrafiłem przestać mówić, trochę zaczęło mnie to przerażać. Co jeszcze powiem bezsensownego?
- Mógłbym twój numer? – burknąłem cicho, dopiero po chwili orientując się, co powiedziałem. Brawo Everett, właśnie o taką bezsensowność mi chodziło. Chłopak podniósł brwi wysoko wyglądając na rozbawionego. Poczułem, jak robię się czerwony aż po uszy. – Cholera, nie chcę ci wejść w spodnie, czy coś takiego, nie martw się. Chodzi mi bardziej o to, że jakbyś chciał kiedyś dobry instrument, poinformowałbym cię o dostawie, powiedziałbym, kiedy pracuję, wiesz, zawsze można pogadać z szefem o zniżce- nie potrafiłem zatrzymać potoku słów wychodzących z moich ust.
<Roy?>

od Acair'a cd Kinnesy

Tańczyliśmy razem do późna, zanim się zorientowaliśmy zegar wybił pierwszą.
- No to się zabawiliśmy - usłyszałem zmęczony głos Kinnesy.
- Już jest późno. Wracajmy - zaproponowałem. Dziewczyna pokiwała głową po czym ruszyliśmy w stronę wyjścia. Po drodze zaczepił mnie trochę podpity Drake.
- Gdzie idziesz? - zapytał się.
- My już wracamy. Baw się dobrze - powiedziałem. Przybiliśmy pożegnalnego żółwika, Drake ruszył w stronę barmana, a Kinnesa i ja wyszliśmy na zewnątrz.
***
- Świetnie się bawiłam. Dzięki za zaproszenie - na twarzy Kinnesy pojawił się uśmiech.
- Nie ma za co. To... Do zobacznia - powiedziałem. Dziewczyna otwarła drzwi wejściowe po czym weszła do mieszkania.
- Do zobaczenia - powiedziała zamykając drzwi. Uśmiechnąłem się i ruszyłem w stronę mojego auta. Uruchomiłem silnik i ruszyłem w stronę mieszkania.
Kinnesa? Brak weny :/

niedziela, 18 grudnia 2016

od Anabelle cd Roy'a

Zapadł zmierzch. Przechadzałam się powoli po ulicach miasta, bo nie chciało mi się jeszcze wracać do domu.
- Ej, ty. - ktoś złapał mnie za nadgarstek i zaciągnął do ciemnej uliczki. Czekało tam więcej postaci, wszystkie stały w cieniu. Zapach wilkołaków, więc są to też wilkołaki. Nie był to jeden z gangów, nie było żadnego przywódcy. Żadne z nich nie miało demona. Więc mogę trochę poszaleć.
- Tak? - uniosłam kąciki ust, a jedna z postaci wyszła z cienia. Był to mężczyzna o blond włosach i złotych oczach. Lustrował mnie wzrokiem, niewzruszony.
- Pójdziesz z nami. - powiedział, i wyjął linę, mając zamiar związać mi ręce. Ach, idiota! Uśmiechnęłam się jeszcze szerzej, w typowym dla mnie uśmiechu, i cofnęłam się kilka kroków.
- Dlaczego to robisz? - spytałam, przekrzywiając głowę lekko w bok. Uśmiech nie schodził z mej twarzy, chociaż chętnie po prostu bym ich zabiła. Cierpliwości, cierpliwości!
- Robię to dla mojego szefa. - warknął, podchodząc w moją stronę. Agresywny...
- Idiota. - mruknęłam, za co ten walnął mnie, aż poleciałam do tyłu. Uderzyłam plecami o ścianę, jednak szybko się podniosłam i otrzepałam z kurzu. Spojrzałam na nich z uśmiechem. - Chciałabym was uświadomić, że nienawidzę, gdy ktoś mówi coś w stylu "Zrobiłem to dla kogo innego" - mruknęłam, i wyciągnęłam nóż, który zawsze miałam pod ręką. I przyzwałam mojego demona. Był jak żywy cień. Zaatakowałam z prędkością godną pozazdroszczenia, po chwili wszyscy byli martwi. A mnie już tam nie było. Uwięziłam demona na powrót w naszyjniku, i osunęłam się na ziemię, kaszląc krwią. Po chwili obok mnie, na ulicy widniała kałuża czerwonej cieczy.
- Pomyśleć, że użyje tylko trochę mocy, i już to się daje we znaki. - mruknęłam, po czym dostałam kolejnego napadu kaszlu.
- Ej, co ci jest!? - warknął jakiś mężczyzna. To ten białowłosy, z wcześniej. Uśmiechnęłam się delikatnie, ocierając usta chusteczką.
- Nic, nic. - powiedziałam, pomachałam mu i odeszłam. Typowe dla mnie pożegnanie. W połowie kroku jednak moje własne nogi mnie zawiodły, i znowu zaczęłam kaszleć, i znowu powstała kałuża krwi.
Roy?

sobota, 17 grudnia 2016

od Kinnesy cd Acair'a

Czy ja dobrze słyszałam? Kurcze.. nie dość że fajny i spokojny chłopak to jeszcze zaprasza mnie na.. imprezę. To miasto na prawdę jest cudowne.
-Impreza? - spytałam rozmyślając że mogę pochwalić się Tanecznym talentem była dla mnie najlepszą okazją. - Pewnie, ale jutro mam prace.. - oznajmiłam po chwili nieco smutna.
-Jutro jest dzień wolny, - cichutko zachichotał pod nosem. - To jak? - dopytał.
-Pewnie - szczęśliwie pisnęłam.
-Świetnie, widzimy się o 20. - zaplanował.
-Dobrze, do zobaczenia. - pożegnaliśmy się. Spojrzałam wzdychając na zegarek.. gdy skumałam że zostały zaledwie dwie godziny do 20 zerwałam się z łóżka i szukałam superowych ciuchów. Wysuszyłam włosy suszarką, zdjęłam ręcznik i przymierzałam najróżniejsze rzeczy, w końcu po godzinie dobierania znalazłam idealny strój, może nie był idealny ale na pewno super i wygodnie będzie mi się w nim tańczyć.
Zdążyłam przy okazji również się umalować, akurat gdy przyglądałam się sobie ostatni raz usłyszałam dzwonek. Założyłam jeszcze modną niewielką torebkę gdzie chowałam portfel, telefon i perfumy, oraz niektóre rzeczy które mogą się przydać. Podbiegłam do drzwi, ostatni raz poprawiłam włosy po czym otworzyłam drzwi z uśmiechem.
-Hey - chłopak przywiał sie z szerokim uśmiechem, wyglądał świetnie.. przynajmniej dla mnie.
-Nio witaj. - oznajmiłam również uradowana. - Długo będzie trwać impreza? - spytałam z nadzieją po czym wyszłam z mieszkania zamykając za sobą drzwi na klucz, włożyłam do torebki i byłam gotowa ruszać.
-Hm.. być może nawet do północy. - rzekł niepewnie. Uniosłam brew, w sumie z tego miasta znałam tylko jego... Co jak inni mogą być nieco agresywni? Albo gdy coś się stanie złego... Już niepokój przelewał mą duszę.
Zaledwie 10 minut zajęło nam na dotarcie do świetnej dyskoteki. Nie odbyło się ez zaproszeń, straż mocno pilnowała każdego kto przyszedł. Było ciemno a jedynie przez co było widać innych to lśniący bar oraz migające światła. Już mnie rwało do tańca, już chciałam sie zabawić.
-Ale tu świetnie.. - podskoczyłam. Znalazłam miejsce gdzie mogłam spokojnie zostawić torebkę. Następnie znalazłam Acair,a który już powoli rozgrzewał ciało, stał obok jakiegoś innego chłopaka, w sumie to nie jednego.
-Hejka, - przywitałam się.
-Ty z nią jesteś, na imprezie? - spytał jeden z kolegów.
-Ta, - oznajmił. ja gdy usłyszałam swą piosenkę Hip-Hop od razu zaczęłam tańczyć. Czując rytm wybrałam tym razem styl klasyczny, jest przyjemny i świetnie można się bawić.
>>LINK<<
Następnie reszta dołączyła się do mnie, nie powiem.. ale dla mnie impreza była cudna.
Acair? xD

od Roy'a cd Everett'a

Spojrzałem ukradkiem na poddenerwowanego chłopaka.
- Roy Sia, jednak wolę kiedy mówi się mi Grey - powiedziałem z ledwo widocznym uśmieszkiem na twarzy. Chłopak spojrzał się na mnie niepewnie. - Coś się stało? - zapytałem po chwili.
- Nie nic, nic - Everett wrócił do swojego zamówienia.
***
- Do jakiego gangu należysz? - zadałem pytanie dokańczając konsumować hamburgera. Mój głos nie tylko przerwał ciszę, ale również poinformował chłopaka o nie odbieganiu myślami w dal.
- Ukojenia... - powiedział lekko zdezorientowany. - A ty... Grey?
- Jestem z gangu Strachu - odpowiedziałem z kamiennym wyrazem twarzy. Chwyciłem swoją colę po czym bez słów zacząłem ją pić.
Usłyszałem dźwięk przychodzącego SMS'a. Wyciągnąłem telefon z kieszeni i odblokowałem go.
SMS od szefa.
"Grey masz nowe zlecenie."
"Ile wynosi wynagrodzenie?" - odpisałem.
"15 000 funtów za sam cel, plus do tego że mordercę jesteś ty dochodzi jakieś 4 000 funtów"
"Kto jest celem?"
"Jakaś striptizerka-szpieg"
"Szpieg, a wynagrodzenie takie małe?" - zdziwiłem się.
"Ponoć nowa w fachu. To jak bierzesz?"
"Biorę. Prześlij mi informacje przez e-mail. Jutro będzie już martwa"
Wyłączyłem telefon i spojrzałem na Everett'a, który wbił wzrok we mnie.
- Coś nie tak? - spytałem się z obojętnym wyrazem twarzy.

Everett?