Gdy na niebie zaświeci pierwsza gwiazda,
niech spokój dotrze do twojego rodzinnego gniazda,
niech rozpromieni twarze gości i wniesie w dom wiele radości!
Dużo zdrowia, weny, kasy i wiele sukcesów!!
Życzy Adminka!
sobota, 24 grudnia 2016
od Kinnesy cd Acair'a
Wróciłam do domu po ciężkiej imprezie, ubaw był cudny, chociaż bywały lepsze dni. Słyszałam silnik, czyli chłopak również odjechał do domciu. Przebrałam się, wymyłam na końcu tylko przekąsiłam pół bułki z szynką i warzywami po czym położyłam się na łóżku. Wzięłam laptopa na kolana i sprawdzałam przeróżne strony, Facebook... Na pierwszym miejscu, pisała do mnie koleżanka którą śmiało mogę nazwać najlepszą przyjaciółką, zawsze widziałam w niej wsparcie, i nigdy mnie nie zdradziła mimo kłótni nawet gdy są mocne ale rzadkie. Czasami sięgałam do szklanki z pepsi, nie mogłam spać więc czemu by czasu nie spędzić na przeglądzie internetu. Popijając napój przeczytałam coś wstrząsającego i o mało nie oplułam monitora, odłożyłam szybko szklankę i kliknęłam na przycisk "Czytaj więcej". Ukazano zdjęcie auta mojej cioci... Rozbite, w dodatku do góry nogami. W wirtualnej gazecie pisało iż nastał wypadek poprzez zderzenie auta z tirem. Jedna osoba nie żyje... Wiedziałam że to moja ciocia... Zatkałam rękoma usta a łzy same zaczęły lecieć, odłożyłam laptop po czym skuliłam się w swoich łzach i cichych stekach. Nie spałam całą noc, próbując dodzwonić się do jedynej osoby z rodziny, ale telefon nie był aktywny, nie chciałam wierzyć w to że zostałam sama... Cały czas dzwoniłam i z chwili na chwile coraz bardziej płakałam. Dopiero około 8 rano przestałam, ale wciąż miałam wory pod oczami do tego czerwone białka, byłam strasznie niewyspana a w dodatku cierpiałam na stres i bezsenność po tym co się stało. Wstałam z łózka, poszłam umyć twarz ale i tak nie dałam rady zakryć wielogodzinnej żałoby. Miałam ochotę się pociąć.. zrobić coś sobie.. po jakimś czasie obwiniałam całą siebie za wszystko. Wpadłam w depresje, cały dzień nie kontaktowałam. Siedziałam tylko na łóżku i oglądałam stare zdjęcia z rodziną. Widziałam kątem oka jak telefon wibruje, dzwonił ten nowo poznany chłopak ale nie miałam siły odebrać, nie chciałam by poznał mnie w takim stanie. Nie chce być dla kogoś problemem... Wyciszyłam telefon słysząc tylko wibracje które wieczorem stawały się coraz to częstsze. Druga noc nie przespana, wypiłam ze trzy kawy i starałam się wypędzić z siebie emocje.
Następnego dnia wyruszyłam do pracy, jako nauczycielka tańca dziś pierwszy raz miałam uczyć Hip-Hopu w jednej ze szkół. Wyruszyłam ledwo żywa, po drodze napotkałam chłopaka.
-Kinnesa! - zawołał, odwróciłam się powoli podnosząc wzrok.
-Czemu nie odbierałaś? - spytał zdyszany gdyż trochę do mnie przebiegł.
-Nie mogłam. - stwierdziłam krótko po czym odwróciłam się.
-Ej coś sie stało? - spytał dorównując mi kroku ja założyłam kaptur by schować twarz.
-Wszystko w porządku.. - cichutko powiedziałam, śmierć cioci ciągle trzymała mi nóż na sercu.
-A tera masz czas? - spytał spokojnie.
-Ide do pracy... będę uczyć dzieci Hip-Hopu. Z jakieś 2 godziny - gdy to powiedziałam ugięły mi się nogi po czym upadłam na kolano, chłopak zdążył mnie złapać... Refleks wilkołaka.
-Dasz rade? - spytał. Kiwnęłam głową po czym dodałam z zmęczeniem.
-Musze.. - Oznajmiłam, odprowadził mnie do szkoły, zdjęłam kurtkę i przebrałam się w dresowe ciuchy idealne do łatwych wygibasów. Trzymałam z sobą kartkę gdzie siedzę malutka trzymana przez tate.. mame i ciocie w skórze wilków.
-Musze być silna... - cichutko szepnełam sama do siebie, wytarłam łze i schowałam kurtkę do szafki wychodząc przygotowana do zajęć.
Po dwóch godzinach byłam padnięta coraz bardziej ale trzymałam się jeszcze na nogach. Gdy ledwo wyszłam z szkoły zauważyłam chłopaka...
Acair? Ciężko mi pisać krótkie opowiadania ><
Następnego dnia wyruszyłam do pracy, jako nauczycielka tańca dziś pierwszy raz miałam uczyć Hip-Hopu w jednej ze szkół. Wyruszyłam ledwo żywa, po drodze napotkałam chłopaka.
-Kinnesa! - zawołał, odwróciłam się powoli podnosząc wzrok.
-Czemu nie odbierałaś? - spytał zdyszany gdyż trochę do mnie przebiegł.
-Nie mogłam. - stwierdziłam krótko po czym odwróciłam się.
-Ej coś sie stało? - spytał dorównując mi kroku ja założyłam kaptur by schować twarz.
-Wszystko w porządku.. - cichutko powiedziałam, śmierć cioci ciągle trzymała mi nóż na sercu.
-A tera masz czas? - spytał spokojnie.
-Ide do pracy... będę uczyć dzieci Hip-Hopu. Z jakieś 2 godziny - gdy to powiedziałam ugięły mi się nogi po czym upadłam na kolano, chłopak zdążył mnie złapać... Refleks wilkołaka.
-Dasz rade? - spytał. Kiwnęłam głową po czym dodałam z zmęczeniem.
-Musze.. - Oznajmiłam, odprowadził mnie do szkoły, zdjęłam kurtkę i przebrałam się w dresowe ciuchy idealne do łatwych wygibasów. Trzymałam z sobą kartkę gdzie siedzę malutka trzymana przez tate.. mame i ciocie w skórze wilków.
-Musze być silna... - cichutko szepnełam sama do siebie, wytarłam łze i schowałam kurtkę do szafki wychodząc przygotowana do zajęć.
Po dwóch godzinach byłam padnięta coraz bardziej ale trzymałam się jeszcze na nogach. Gdy ledwo wyszłam z szkoły zauważyłam chłopaka...
Acair? Ciężko mi pisać krótkie opowiadania ><
poniedziałek, 19 grudnia 2016
od Everett'a cd Roy'a
Roy złapał mnie na obserwowaniu go.
Cholera.
choleracholeracholeracholera-
Byłem pewien, że na ekranie jego telefonu mignął tekst „jutro będzie już martwa”.
Nie byłem pewien, czy to on napisał tą wiadomość, czy ktoś inny, w każdym razie byłem w tarapatach.
Przełknąłem ślinę zastanawiając się, co teraz zrobi. Wyśmieje mnie, wyjdzie z lokalu, a może znowu dostanę po twarzy? Brawo Everett, bądź jeszcze bardziej głupi i ciekawski, jeszcze bardziej gap się bezsensownie na ludzi.
- Coś nie tak?
Wziąłem głęboki oddech i potrząsnąłem głową.
Wszystko jest dobrze.
Jest dobrze.
- Gang Strachu, tak? – powtórzyłem jeszcze raz nowo poznaną wiadomość. Grey przytaknął. Wtedy dotarła do mnie ta informacja, uderzając we mnie niczym silna fala podczas sztormu, pozbawiając mnie oddechu. Gang Strachu, to ci nieprzewidywalni, zimni mordercy potrafiący wpełznąć do twojego umysłu niepostrzeżenie, zmanipulować, zmusić-
Spojrzałem jeszcze raz na Grey’a sprawdzającego coś na swoim telefonie. Nie wyglądał na kogoś, kto z zimną krwią zabiłby niewinną osobę.
No, winną może tak.
- Czym się zajmujesz? – wydusiłem próbując pokazać mową ciała, że jestem rozluźniony ale nie udawało mi się. Czułem, jak moje nogi drżą lekko, dłonie robią się zimne, a gardło strasznie suche, jakbym nie pił przez wiele dni. Oparłem głowę na dłoni, ale poczułem przeszywający ból w miejscu, które dotknąłem. Syknąłem cicho pod nosem klnąc wszystko na niebie, czemu wczoraj musiałem dostać najmocniejsze ciosy akurat w twarz?
Chłodne oczy Grey’a przypomniały mi o tym, że hej, obok ciebie siedzi prawdopodobny morderca, a ty z nim się dobrowolnie spoufalasz-
- Jestem barmanem. – powiedział cicho.
Z moich ust wymknęło się mimowolne westchnienie ulgi. Czyli jednak miał normalną pracę.
Everett, debilu, ludzie nie mówią przy nowo poznanych osobach, że są mordercami, takie rzeczy raczej się ukrywa.
Miałem wrażenie, że zwymiotuje, a to wszystko powodowały moje myśli. Z drugiej strony miały racje, a końcu ja też nie podszedłbym do niego mówiąc, hej, nielegalnie sprzedaję heroinę za rogiem, mogę dać ci zniżkę za to, że mnie nie zabiłeś-
- A ty? – jego głos wyrwał mnie z mojej wewnętrznej walki. Zamrugałem kilka razy. Świetnie Everett, robisz coraz lepsze wrażenie na nim. Może będzie myślał, że jesteś takim biedaczyskiem, że da ci jedynie szybką kulkę w łeb, zamiast zagłębiać się w twoim umyśle i niszczyć cię od środka krok po kroku-
Chwila-
Może już to robił?
- Pracuję w sklepie muzycznym. – zadrżałem lekko na myśl o tym, że platynowowłosy przetrzepuje moje myśli. – Sprzedaję płyty, winyle, instrumenty, takie tam.
- Oh.
Między nami została cisza, pogłębiająca mnie w moich ciemnych myślach. Może, jak będę myślał o czymś bezsensownym to zostawi moją głowę w spokoju-
- Gram na gitarze. – powiedział patrząc się na mnie.
- Oh. – powtórzyłem bezwiednie dźwięk, który Roy wydał z siebie kilka minut wcześniej. – Ja też, odrobinę. Mamy w sklepie gitary. Naprawdę dobre. Jakbyś kiedyś chciał to zawsze-
Cicho bądź Everett, wyjdzie na to, że jesteś nachalny.
Grey uśmiechnął się lekko przytakując. Nie wiedziałem, czemu nagle stałem się tak odważny, ale nie potrafiłem przestać mówić, trochę zaczęło mnie to przerażać. Co jeszcze powiem bezsensownego?
- Mógłbym twój numer? – burknąłem cicho, dopiero po chwili orientując się, co powiedziałem. Brawo Everett, właśnie o taką bezsensowność mi chodziło. Chłopak podniósł brwi wysoko wyglądając na rozbawionego. Poczułem, jak robię się czerwony aż po uszy. – Cholera, nie chcę ci wejść w spodnie, czy coś takiego, nie martw się. Chodzi mi bardziej o to, że jakbyś chciał kiedyś dobry instrument, poinformowałbym cię o dostawie, powiedziałbym, kiedy pracuję, wiesz, zawsze można pogadać z szefem o zniżce- nie potrafiłem zatrzymać potoku słów wychodzących z moich ust.
<Roy?>
Cholera.
choleracholeracholeracholera-
Byłem pewien, że na ekranie jego telefonu mignął tekst „jutro będzie już martwa”.
Nie byłem pewien, czy to on napisał tą wiadomość, czy ktoś inny, w każdym razie byłem w tarapatach.
Przełknąłem ślinę zastanawiając się, co teraz zrobi. Wyśmieje mnie, wyjdzie z lokalu, a może znowu dostanę po twarzy? Brawo Everett, bądź jeszcze bardziej głupi i ciekawski, jeszcze bardziej gap się bezsensownie na ludzi.
- Coś nie tak?
Wziąłem głęboki oddech i potrząsnąłem głową.
Wszystko jest dobrze.
Jest dobrze.
- Gang Strachu, tak? – powtórzyłem jeszcze raz nowo poznaną wiadomość. Grey przytaknął. Wtedy dotarła do mnie ta informacja, uderzając we mnie niczym silna fala podczas sztormu, pozbawiając mnie oddechu. Gang Strachu, to ci nieprzewidywalni, zimni mordercy potrafiący wpełznąć do twojego umysłu niepostrzeżenie, zmanipulować, zmusić-
Spojrzałem jeszcze raz na Grey’a sprawdzającego coś na swoim telefonie. Nie wyglądał na kogoś, kto z zimną krwią zabiłby niewinną osobę.
No, winną może tak.
- Czym się zajmujesz? – wydusiłem próbując pokazać mową ciała, że jestem rozluźniony ale nie udawało mi się. Czułem, jak moje nogi drżą lekko, dłonie robią się zimne, a gardło strasznie suche, jakbym nie pił przez wiele dni. Oparłem głowę na dłoni, ale poczułem przeszywający ból w miejscu, które dotknąłem. Syknąłem cicho pod nosem klnąc wszystko na niebie, czemu wczoraj musiałem dostać najmocniejsze ciosy akurat w twarz?
Chłodne oczy Grey’a przypomniały mi o tym, że hej, obok ciebie siedzi prawdopodobny morderca, a ty z nim się dobrowolnie spoufalasz-
- Jestem barmanem. – powiedział cicho.
Z moich ust wymknęło się mimowolne westchnienie ulgi. Czyli jednak miał normalną pracę.
Everett, debilu, ludzie nie mówią przy nowo poznanych osobach, że są mordercami, takie rzeczy raczej się ukrywa.
Miałem wrażenie, że zwymiotuje, a to wszystko powodowały moje myśli. Z drugiej strony miały racje, a końcu ja też nie podszedłbym do niego mówiąc, hej, nielegalnie sprzedaję heroinę za rogiem, mogę dać ci zniżkę za to, że mnie nie zabiłeś-
- A ty? – jego głos wyrwał mnie z mojej wewnętrznej walki. Zamrugałem kilka razy. Świetnie Everett, robisz coraz lepsze wrażenie na nim. Może będzie myślał, że jesteś takim biedaczyskiem, że da ci jedynie szybką kulkę w łeb, zamiast zagłębiać się w twoim umyśle i niszczyć cię od środka krok po kroku-
Chwila-
Może już to robił?
- Pracuję w sklepie muzycznym. – zadrżałem lekko na myśl o tym, że platynowowłosy przetrzepuje moje myśli. – Sprzedaję płyty, winyle, instrumenty, takie tam.
- Oh.
Między nami została cisza, pogłębiająca mnie w moich ciemnych myślach. Może, jak będę myślał o czymś bezsensownym to zostawi moją głowę w spokoju-
- Gram na gitarze. – powiedział patrząc się na mnie.
- Oh. – powtórzyłem bezwiednie dźwięk, który Roy wydał z siebie kilka minut wcześniej. – Ja też, odrobinę. Mamy w sklepie gitary. Naprawdę dobre. Jakbyś kiedyś chciał to zawsze-
Cicho bądź Everett, wyjdzie na to, że jesteś nachalny.
Grey uśmiechnął się lekko przytakując. Nie wiedziałem, czemu nagle stałem się tak odważny, ale nie potrafiłem przestać mówić, trochę zaczęło mnie to przerażać. Co jeszcze powiem bezsensownego?
- Mógłbym twój numer? – burknąłem cicho, dopiero po chwili orientując się, co powiedziałem. Brawo Everett, właśnie o taką bezsensowność mi chodziło. Chłopak podniósł brwi wysoko wyglądając na rozbawionego. Poczułem, jak robię się czerwony aż po uszy. – Cholera, nie chcę ci wejść w spodnie, czy coś takiego, nie martw się. Chodzi mi bardziej o to, że jakbyś chciał kiedyś dobry instrument, poinformowałbym cię o dostawie, powiedziałbym, kiedy pracuję, wiesz, zawsze można pogadać z szefem o zniżce- nie potrafiłem zatrzymać potoku słów wychodzących z moich ust.
<Roy?>
od Acair'a cd Kinnesy
Tańczyliśmy razem do późna, zanim się zorientowaliśmy zegar wybił pierwszą.
- No to się zabawiliśmy - usłyszałem zmęczony głos Kinnesy.
- Już jest późno. Wracajmy - zaproponowałem. Dziewczyna pokiwała głową po czym ruszyliśmy w stronę wyjścia. Po drodze zaczepił mnie trochę podpity Drake.
- Gdzie idziesz? - zapytał się.
- My już wracamy. Baw się dobrze - powiedziałem. Przybiliśmy pożegnalnego żółwika, Drake ruszył w stronę barmana, a Kinnesa i ja wyszliśmy na zewnątrz.
***
- Świetnie się bawiłam. Dzięki za zaproszenie - na twarzy Kinnesy pojawił się uśmiech.
- Nie ma za co. To... Do zobacznia - powiedziałem. Dziewczyna otwarła drzwi wejściowe po czym weszła do mieszkania.
- Do zobaczenia - powiedziała zamykając drzwi. Uśmiechnąłem się i ruszyłem w stronę mojego auta. Uruchomiłem silnik i ruszyłem w stronę mieszkania.
Kinnesa? Brak weny :/
- No to się zabawiliśmy - usłyszałem zmęczony głos Kinnesy.
- Już jest późno. Wracajmy - zaproponowałem. Dziewczyna pokiwała głową po czym ruszyliśmy w stronę wyjścia. Po drodze zaczepił mnie trochę podpity Drake.
- Gdzie idziesz? - zapytał się.
- My już wracamy. Baw się dobrze - powiedziałem. Przybiliśmy pożegnalnego żółwika, Drake ruszył w stronę barmana, a Kinnesa i ja wyszliśmy na zewnątrz.
***
- Świetnie się bawiłam. Dzięki za zaproszenie - na twarzy Kinnesy pojawił się uśmiech.
- Nie ma za co. To... Do zobacznia - powiedziałem. Dziewczyna otwarła drzwi wejściowe po czym weszła do mieszkania.
- Do zobaczenia - powiedziała zamykając drzwi. Uśmiechnąłem się i ruszyłem w stronę mojego auta. Uruchomiłem silnik i ruszyłem w stronę mieszkania.
Kinnesa? Brak weny :/
niedziela, 18 grudnia 2016
od Anabelle cd Roy'a
Zapadł zmierzch. Przechadzałam się powoli po ulicach miasta, bo nie chciało mi się jeszcze wracać do domu.
- Ej, ty. - ktoś złapał mnie za nadgarstek i zaciągnął do ciemnej uliczki. Czekało tam więcej postaci, wszystkie stały w cieniu. Zapach wilkołaków, więc są to też wilkołaki. Nie był to jeden z gangów, nie było żadnego przywódcy. Żadne z nich nie miało demona. Więc mogę trochę poszaleć.
- Tak? - uniosłam kąciki ust, a jedna z postaci wyszła z cienia. Był to mężczyzna o blond włosach i złotych oczach. Lustrował mnie wzrokiem, niewzruszony.
- Pójdziesz z nami. - powiedział, i wyjął linę, mając zamiar związać mi ręce. Ach, idiota! Uśmiechnęłam się jeszcze szerzej, w typowym dla mnie uśmiechu, i cofnęłam się kilka kroków.
- Dlaczego to robisz? - spytałam, przekrzywiając głowę lekko w bok. Uśmiech nie schodził z mej twarzy, chociaż chętnie po prostu bym ich zabiła. Cierpliwości, cierpliwości!
- Robię to dla mojego szefa. - warknął, podchodząc w moją stronę. Agresywny...
- Idiota. - mruknęłam, za co ten walnął mnie, aż poleciałam do tyłu. Uderzyłam plecami o ścianę, jednak szybko się podniosłam i otrzepałam z kurzu. Spojrzałam na nich z uśmiechem. - Chciałabym was uświadomić, że nienawidzę, gdy ktoś mówi coś w stylu "Zrobiłem to dla kogo innego" - mruknęłam, i wyciągnęłam nóż, który zawsze miałam pod ręką. I przyzwałam mojego demona. Był jak żywy cień. Zaatakowałam z prędkością godną pozazdroszczenia, po chwili wszyscy byli martwi. A mnie już tam nie było. Uwięziłam demona na powrót w naszyjniku, i osunęłam się na ziemię, kaszląc krwią. Po chwili obok mnie, na ulicy widniała kałuża czerwonej cieczy.
- Pomyśleć, że użyje tylko trochę mocy, i już to się daje we znaki. - mruknęłam, po czym dostałam kolejnego napadu kaszlu.
- Ej, co ci jest!? - warknął jakiś mężczyzna. To ten białowłosy, z wcześniej. Uśmiechnęłam się delikatnie, ocierając usta chusteczką.
- Nic, nic. - powiedziałam, pomachałam mu i odeszłam. Typowe dla mnie pożegnanie. W połowie kroku jednak moje własne nogi mnie zawiodły, i znowu zaczęłam kaszleć, i znowu powstała kałuża krwi.
Roy?
- Ej, ty. - ktoś złapał mnie za nadgarstek i zaciągnął do ciemnej uliczki. Czekało tam więcej postaci, wszystkie stały w cieniu. Zapach wilkołaków, więc są to też wilkołaki. Nie był to jeden z gangów, nie było żadnego przywódcy. Żadne z nich nie miało demona. Więc mogę trochę poszaleć.
- Tak? - uniosłam kąciki ust, a jedna z postaci wyszła z cienia. Był to mężczyzna o blond włosach i złotych oczach. Lustrował mnie wzrokiem, niewzruszony.
- Pójdziesz z nami. - powiedział, i wyjął linę, mając zamiar związać mi ręce. Ach, idiota! Uśmiechnęłam się jeszcze szerzej, w typowym dla mnie uśmiechu, i cofnęłam się kilka kroków.
- Dlaczego to robisz? - spytałam, przekrzywiając głowę lekko w bok. Uśmiech nie schodził z mej twarzy, chociaż chętnie po prostu bym ich zabiła. Cierpliwości, cierpliwości!
- Robię to dla mojego szefa. - warknął, podchodząc w moją stronę. Agresywny...
- Idiota. - mruknęłam, za co ten walnął mnie, aż poleciałam do tyłu. Uderzyłam plecami o ścianę, jednak szybko się podniosłam i otrzepałam z kurzu. Spojrzałam na nich z uśmiechem. - Chciałabym was uświadomić, że nienawidzę, gdy ktoś mówi coś w stylu "Zrobiłem to dla kogo innego" - mruknęłam, i wyciągnęłam nóż, który zawsze miałam pod ręką. I przyzwałam mojego demona. Był jak żywy cień. Zaatakowałam z prędkością godną pozazdroszczenia, po chwili wszyscy byli martwi. A mnie już tam nie było. Uwięziłam demona na powrót w naszyjniku, i osunęłam się na ziemię, kaszląc krwią. Po chwili obok mnie, na ulicy widniała kałuża czerwonej cieczy.
- Pomyśleć, że użyje tylko trochę mocy, i już to się daje we znaki. - mruknęłam, po czym dostałam kolejnego napadu kaszlu.
- Ej, co ci jest!? - warknął jakiś mężczyzna. To ten białowłosy, z wcześniej. Uśmiechnęłam się delikatnie, ocierając usta chusteczką.
- Nic, nic. - powiedziałam, pomachałam mu i odeszłam. Typowe dla mnie pożegnanie. W połowie kroku jednak moje własne nogi mnie zawiodły, i znowu zaczęłam kaszleć, i znowu powstała kałuża krwi.
Roy?
sobota, 17 grudnia 2016
od Kinnesy cd Acair'a
Czy ja dobrze słyszałam? Kurcze.. nie dość że fajny i spokojny chłopak to jeszcze zaprasza mnie na.. imprezę. To miasto na prawdę jest cudowne.
-Impreza? - spytałam rozmyślając że mogę pochwalić się Tanecznym talentem była dla mnie najlepszą okazją. - Pewnie, ale jutro mam prace.. - oznajmiłam po chwili nieco smutna.
-Jutro jest dzień wolny, - cichutko zachichotał pod nosem. - To jak? - dopytał.
-Pewnie - szczęśliwie pisnęłam.
-Świetnie, widzimy się o 20. - zaplanował.
-Dobrze, do zobaczenia. - pożegnaliśmy się. Spojrzałam wzdychając na zegarek.. gdy skumałam że zostały zaledwie dwie godziny do 20 zerwałam się z łóżka i szukałam superowych ciuchów. Wysuszyłam włosy suszarką, zdjęłam ręcznik i przymierzałam najróżniejsze rzeczy, w końcu po godzinie dobierania znalazłam idealny strój, może nie był idealny ale na pewno super i wygodnie będzie mi się w nim tańczyć.
Zdążyłam przy okazji również się umalować, akurat gdy przyglądałam się sobie ostatni raz usłyszałam dzwonek. Założyłam jeszcze modną niewielką torebkę gdzie chowałam portfel, telefon i perfumy, oraz niektóre rzeczy które mogą się przydać. Podbiegłam do drzwi, ostatni raz poprawiłam włosy po czym otworzyłam drzwi z uśmiechem.
-Hey - chłopak przywiał sie z szerokim uśmiechem, wyglądał świetnie.. przynajmniej dla mnie.
-Nio witaj. - oznajmiłam również uradowana. - Długo będzie trwać impreza? - spytałam z nadzieją po czym wyszłam z mieszkania zamykając za sobą drzwi na klucz, włożyłam do torebki i byłam gotowa ruszać.
-Hm.. być może nawet do północy. - rzekł niepewnie. Uniosłam brew, w sumie z tego miasta znałam tylko jego... Co jak inni mogą być nieco agresywni? Albo gdy coś się stanie złego... Już niepokój przelewał mą duszę.
Zaledwie 10 minut zajęło nam na dotarcie do świetnej dyskoteki. Nie odbyło się ez zaproszeń, straż mocno pilnowała każdego kto przyszedł. Było ciemno a jedynie przez co było widać innych to lśniący bar oraz migające światła. Już mnie rwało do tańca, już chciałam sie zabawić.
-Ale tu świetnie.. - podskoczyłam. Znalazłam miejsce gdzie mogłam spokojnie zostawić torebkę. Następnie znalazłam Acair,a który już powoli rozgrzewał ciało, stał obok jakiegoś innego chłopaka, w sumie to nie jednego.
-Hejka, - przywitałam się.
-Ty z nią jesteś, na imprezie? - spytał jeden z kolegów.
-Ta, - oznajmił. ja gdy usłyszałam swą piosenkę Hip-Hop od razu zaczęłam tańczyć. Czując rytm wybrałam tym razem styl klasyczny, jest przyjemny i świetnie można się bawić.
>>LINK<<
Następnie reszta dołączyła się do mnie, nie powiem.. ale dla mnie impreza była cudna.
Acair? xD
-Impreza? - spytałam rozmyślając że mogę pochwalić się Tanecznym talentem była dla mnie najlepszą okazją. - Pewnie, ale jutro mam prace.. - oznajmiłam po chwili nieco smutna.
-Jutro jest dzień wolny, - cichutko zachichotał pod nosem. - To jak? - dopytał.
-Pewnie - szczęśliwie pisnęłam.
-Świetnie, widzimy się o 20. - zaplanował.
-Dobrze, do zobaczenia. - pożegnaliśmy się. Spojrzałam wzdychając na zegarek.. gdy skumałam że zostały zaledwie dwie godziny do 20 zerwałam się z łóżka i szukałam superowych ciuchów. Wysuszyłam włosy suszarką, zdjęłam ręcznik i przymierzałam najróżniejsze rzeczy, w końcu po godzinie dobierania znalazłam idealny strój, może nie był idealny ale na pewno super i wygodnie będzie mi się w nim tańczyć.
Zdążyłam przy okazji również się umalować, akurat gdy przyglądałam się sobie ostatni raz usłyszałam dzwonek. Założyłam jeszcze modną niewielką torebkę gdzie chowałam portfel, telefon i perfumy, oraz niektóre rzeczy które mogą się przydać. Podbiegłam do drzwi, ostatni raz poprawiłam włosy po czym otworzyłam drzwi z uśmiechem.
-Hey - chłopak przywiał sie z szerokim uśmiechem, wyglądał świetnie.. przynajmniej dla mnie.
-Nio witaj. - oznajmiłam również uradowana. - Długo będzie trwać impreza? - spytałam z nadzieją po czym wyszłam z mieszkania zamykając za sobą drzwi na klucz, włożyłam do torebki i byłam gotowa ruszać.
-Hm.. być może nawet do północy. - rzekł niepewnie. Uniosłam brew, w sumie z tego miasta znałam tylko jego... Co jak inni mogą być nieco agresywni? Albo gdy coś się stanie złego... Już niepokój przelewał mą duszę.
Zaledwie 10 minut zajęło nam na dotarcie do świetnej dyskoteki. Nie odbyło się ez zaproszeń, straż mocno pilnowała każdego kto przyszedł. Było ciemno a jedynie przez co było widać innych to lśniący bar oraz migające światła. Już mnie rwało do tańca, już chciałam sie zabawić.
-Ale tu świetnie.. - podskoczyłam. Znalazłam miejsce gdzie mogłam spokojnie zostawić torebkę. Następnie znalazłam Acair,a który już powoli rozgrzewał ciało, stał obok jakiegoś innego chłopaka, w sumie to nie jednego.
-Hejka, - przywitałam się.
-Ty z nią jesteś, na imprezie? - spytał jeden z kolegów.
-Ta, - oznajmił. ja gdy usłyszałam swą piosenkę Hip-Hop od razu zaczęłam tańczyć. Czując rytm wybrałam tym razem styl klasyczny, jest przyjemny i świetnie można się bawić.
>>LINK<<
Następnie reszta dołączyła się do mnie, nie powiem.. ale dla mnie impreza była cudna.
Acair? xD
od Roy'a cd Everett'a
Spojrzałem ukradkiem na poddenerwowanego chłopaka.
- Roy Sia, jednak wolę kiedy mówi się mi Grey - powiedziałem z ledwo widocznym uśmieszkiem na twarzy. Chłopak spojrzał się na mnie niepewnie. - Coś się stało? - zapytałem po chwili.
- Nie nic, nic - Everett wrócił do swojego zamówienia.
***
- Do jakiego gangu należysz? - zadałem pytanie dokańczając konsumować hamburgera. Mój głos nie tylko przerwał ciszę, ale również poinformował chłopaka o nie odbieganiu myślami w dal.
- Ukojenia... - powiedział lekko zdezorientowany. - A ty... Grey?
- Jestem z gangu Strachu - odpowiedziałem z kamiennym wyrazem twarzy. Chwyciłem swoją colę po czym bez słów zacząłem ją pić.
Usłyszałem dźwięk przychodzącego SMS'a. Wyciągnąłem telefon z kieszeni i odblokowałem go.
SMS od szefa.
"Grey masz nowe zlecenie."
"Ile wynosi wynagrodzenie?" - odpisałem.
"15 000 funtów za sam cel, plus do tego że mordercę jesteś ty dochodzi jakieś 4 000 funtów"
"Kto jest celem?"
"Jakaś striptizerka-szpieg"
"Szpieg, a wynagrodzenie takie małe?" - zdziwiłem się.
"Ponoć nowa w fachu. To jak bierzesz?"
"Biorę. Prześlij mi informacje przez e-mail. Jutro będzie już martwa"
Wyłączyłem telefon i spojrzałem na Everett'a, który wbił wzrok we mnie.
- Coś nie tak? - spytałem się z obojętnym wyrazem twarzy.
Everett?
- Nie nic, nic - Everett wrócił do swojego zamówienia.
***
- Do jakiego gangu należysz? - zadałem pytanie dokańczając konsumować hamburgera. Mój głos nie tylko przerwał ciszę, ale również poinformował chłopaka o nie odbieganiu myślami w dal.
- Ukojenia... - powiedział lekko zdezorientowany. - A ty... Grey?
- Jestem z gangu Strachu - odpowiedziałem z kamiennym wyrazem twarzy. Chwyciłem swoją colę po czym bez słów zacząłem ją pić.
Usłyszałem dźwięk przychodzącego SMS'a. Wyciągnąłem telefon z kieszeni i odblokowałem go.
SMS od szefa.
"Grey masz nowe zlecenie."
"Ile wynosi wynagrodzenie?" - odpisałem.
"15 000 funtów za sam cel, plus do tego że mordercę jesteś ty dochodzi jakieś 4 000 funtów"
"Kto jest celem?"
"Jakaś striptizerka-szpieg"
"Szpieg, a wynagrodzenie takie małe?" - zdziwiłem się.
"Ponoć nowa w fachu. To jak bierzesz?"
"Biorę. Prześlij mi informacje przez e-mail. Jutro będzie już martwa"
Wyłączyłem telefon i spojrzałem na Everett'a, który wbił wzrok we mnie.
- Coś nie tak? - spytałem się z obojętnym wyrazem twarzy.
Everett?
od Roy'a cd Anabelle
Postanoaiłem zostawić dziewczynę w spokoju. (Co to kuźde było? Iks de) Wróciłem do pomieszczenia.
***
Otworzyłem drzwi mieszkania. Do moich nozdrzy wdarł się relaksujący zapach kwiatów. Położyłem plecak ze strzelbą w kącie korytarza po czym zdjąłem ciepłą kurtkę oraz buty.
Po chwili podbiegła do mnie Sara. Wspięła się na moje ramię i zaczęła lizać.
- Przestań grubasku! - powiedziałem. Odpowiedzią tchurzofretki było ciche syknięcie. Ryszyłem w stronę kuchni.
Otworzyłem lodówkę po czym wyjąłem szynkę i podałem ją Sarze. Grubasek po skonsumowaniu jej wszedł mi na głowę. Zmęczony ruszyłem w stronę sypialni. Przebrałem się, zasłoniłem rolety i wskoczyłem do łożka. Sara położyła się na poduszce, która leżała obok mnie i zasnęła. Po chwili sen zmużył również mnie.
Anabelle?
***
Otworzyłem drzwi mieszkania. Do moich nozdrzy wdarł się relaksujący zapach kwiatów. Położyłem plecak ze strzelbą w kącie korytarza po czym zdjąłem ciepłą kurtkę oraz buty.
Po chwili podbiegła do mnie Sara. Wspięła się na moje ramię i zaczęła lizać.
- Przestań grubasku! - powiedziałem. Odpowiedzią tchurzofretki było ciche syknięcie. Ryszyłem w stronę kuchni.
Otworzyłem lodówkę po czym wyjąłem szynkę i podałem ją Sarze. Grubasek po skonsumowaniu jej wszedł mi na głowę. Zmęczony ruszyłem w stronę sypialni. Przebrałem się, zasłoniłem rolety i wskoczyłem do łożka. Sara położyła się na poduszce, która leżała obok mnie i zasnęła. Po chwili sen zmużył również mnie.
Anabelle?
od Everett'a cd Roy'a
Wytarłem mokre dłonie i twarz o ręcznik spoglądając w zadymione lustro. Moje odbicie było zniekształcone przez warstwę kurzu i smug na szkle. Mrugnąłem kilka razy próbując jeszcze raz przyjrzeć się swojej poobijanej twarzy ale zrezygnowałem. Ruszyłem w stronę pokoju.
Poranne słońce prześwitywało przez jasne firany kiedy siadałem za biurkiem. Otworzyłem gruby zeszyt oprawiony skórą; jego kartki, pożółkłe i stwardniałe od wody z trudem dawały siebie przewijać. Z coraz większą gulą w gardle brnąłem dalej, dalej, w coraz to jaśniejsze i miękkie strony, coraz nowsze, coraz mniej zapisane. Czułem, jak serce bije mi coraz szybciej.
Nie byłem pewny, czemu wczoraj zostałem pobity ale wiedziałem, że tuż po powrocie do domu musiałem coś zapisać w zeszycie, bo w końcu odzyskałem przytomność z twarzą na nim. Zbliżałem się już do zapisków sprzed kilku dni, ręce nie przestawały mi drżeć.
Jest.
Pierwsze, co zauważyłem, to data w rogu, napisana przerywanym pismem. Przełknąłem ślinę. Zdążyłem przeczytać kilka pierwszych strof wiersza, kiedy w moją głowę uderzył wręcz potok wspomnień. Zmrużyłem oczy lekko i próbowałem oddychać głęboko. Po kilku minutach powróciłem do czytania.
Nie zdążyłem doczytać połowy zdania, kiedy zauważyłem, że jego koniec znaczy kilka kropel krwi. Wstałem szybko z krzesła czując, jak moje wnętrzności się skręcają, a ja mam ochotę zwrócić wcześniej zjedzone śniadanie.
Znów wylądowałem przy umywalce obserwując głośny strumień wody wydobywający się z kranu. Podniosłem wzrok na lustro by spojrzeć na swoją twarz. Zlokalizowałem siniaka gdzieś między okiem a linią kości policzkowej, pękniętą dolną wargę i rozcięty łuk brwiowy z lewej strony, który prawdopodobnie zabrudził mój zeszyt. Szybko wyciągnąłem opatrunki z szafki, rana nie była duża, ale nie miałem ochoty dostać żadnego zakażenia. Powoli moja pamięć wracała do normy.
- Musiałeś znowu sprzedać twarde w złej dzielnicy geniuszu – mruknąłem do siebie jeszcze raz obserwując swoje liche oblicze. Z lustra spojrzała na mnie zmęczona, wychudzona, nędzna wręcz osoba, nie potrafiąca się sama obronić. Moja twarz wyglądała na bledszą niż zazwyczaj a oczy były jeszcze bardziej przekrwione.
Mimo, że po powrocie do mieszkania zasnąłem i tak nie mogłem odpędzić się od koszmarów.
Podniosłem się i szybkim krokiem podszedłem do biurka. Nie miałem ochoty czytać kolejnych strof wiersza, sam wygląd kartki przyprawiał mnie o mdłości. Zamknąłem zeszyt, złapałem płaszcz i wyszedłem szybko z mieszkania. Musiałem wyjść, złapać świeże powietrze do płuc, którymi w tej chwili tak ciężko mi się oddychało.
Miasto wręcz tętniło życiem, okazało się, że nie jest tak wcześnie, jak mi się wydawało. Oprócz tego, wiele osób posyłało mi niepewne spojrzenia i omijało mnie łukiem. Zagryzłem pękniętą wargę zasuwając czapkę bardziej na czoło. Im mniej widoczny byłem, tym lepiej. Po jakimś czasie bezsensownego chodzenia po parkach, obserwowania gołębi uciekających przed ludzkimi butami i słuchania głośnego trąbienia samochodów zauważyłem jeden z pobliskich fast foodów i poczułem, jak w moim gardle zawiązuje się pętla. Na śniadanie zjadłem nędzne jabłko i po kilku godzinach nie jedzenia poczułem głód. Wszedłem do tłocznego budynku.
W środku było ciasno, duszno i gorąco. Ściągnąłem czapkę z głowy i stanąłem w kolejce bez słowa. Powietrze ociężałe było wieloma zapachami, których nadmiar powodował u mnie lekkie zawroty głowy. Nagle jeden z nich wysunął się na prowadzenie, stał się najbardziej odczuwalny.
Wilkołak.
Przełknąłem ślinę czując metalowy posmak krwi. Musiałem wczoraj zagryźć sobie język, kiedy lądowałem na zimnym bruku po kilku ciosach. Po kilku minutach byłem pewny, że wilkołak stoi tuż za mną.
- Jesteś wilkołakiem. – usłyszałem za sobą lekko ochrypnięty głos, który spowodował, że przeszedł przeze mnie dreszcz. Odwróciłem się. Chłopak stojący za mną mierzył mnie spojrzeniem chłodnych, niebieskich oczu. Wyglądał jak mój rówieśnik, może nieco starszy; na pewno był wyższy ode mnie o kilka centymetrów. Miał bardzo jasne, platynowe włosy i kontrastujące, ciemne brwi. Nie potrafiłem odczytać żadnej emocji z jego twarzy więc odchrząknąłem wyprostowując się.
- Ty też. – mój głos brzmiał, jakbym krzyczał przez dobre kilka godzin, był bardziej jak szept niż jakakolwiek inny dźwięk. Chłopak odpowiedział mi sarkastycznym uśmiechem i przepchnął się przede mnie w kolejce. Dopiero po chwili się zorientowałem. – Hej!
Usłyszałem urywany śmiech i jasnowłosy stał już przy kasie. Poczułem, że robię się czerwony. Jak mogłem być taki naiwny i tak szybko się nabrać? Po jakimś czasie nadeszła moja kolej i złożyłem szybko zamówienie omijając jakikolwiek kontakt wzrokowy z kasjerką. Szybko zająłem miejsce jak najdalej od zgiełku, w rogu. Rozejrzałem się wokoło i prawie spadłem z krzesła kiedy zobaczyłem chłopaka z wcześniej siedzącego tuż obok. Teraz nie mogłem się cofnąć, zrobiłbym z siebie jeszcze większego debila niż poprzednio, choć nie wiem, czy byłoby to możliwe. Z resztą, jeśli jest wilkołakiem, to co mi zaszkodzi poznanie drugiego osobnika mojego gatunku? W całym swoim życiu poznałem tylko kilka wilkołaków a i tak żaden z nich nie miał ochoty kontynuować ze mną znajomości. Wbiłem wzrok w plastikowy kubeczek moich lodów mieszając w nich kilka razy zanim podniosłem wzrok na chłopaka.
- Everett. – powiedziałem cicho. Mój głos brzmiał już lepiej. Jasnowłosy spojrzał na mnie z podniesionymi brwiami. Pokazałem na siebie czując, jak wstyd pali mnie jeszcze bardziej. Cholera, w co ja się wpakowałem?, ale teraz było za późno, żeby się cofnąć. – Moje imię, jestem Everett. Everett Elijah Joshua Washington, jeżeli chcesz znać wszystkie imiona i nazwisko.
Nie byłem pewien, czy chłopak odejdzie ode mnie bez słowa, czy poda mi dłoń do uścisku, w każdym razie wyraz jego twarzy był całkowicie niepoczytalny. Przełknąłem jeszcze raz ślinę czekając na odpowiedź.
<Roy?>
od Anabelle cd Roy'a
Zbliżyłam się powoli do tego worka z mięsem. I wbiłam sztylet prosto w jego serce, a ten jęknął, po czym osunął się na ziemię, pozbawiony życia. Moje ręce splamione były krwią, jednak to jedynie mnie cieszyło.
~~~
- Poproszę hamburgera i szklankę coli. - złożyłam zamówienie, unosząc przy tym lekko konciki ust. Każdy twierdził, że w tym uśmiechu jest coś strasznego. Im straszniejsze tym lepsze, czyż nie? Kobieta kiwnęła lekko głową, unikając mojego wzroku. Poszłam usiąść, jednak ktoś z kolejki wyszedł z niej i zatrzymał mnie, łapiąc mnie za nadgarstek. Idiota... Uniosłam kąciki ust, dość ciekawa, co się teraz stanie. Wyraźnie pachniał wilkołakiem.
- Tak? - odwróciłam głowę w jego stronę, wbijając w mężczyznę mój wzrok. Ten pozostał niewzruszony, wbijając we mnie chłodne spojrzenie.
- To moje terytorium. - powiedział w końcu. - Co tu robisz? - dodał, patrząc na mnie wrogo. Nadal się uśmiechałam, i patrzyłam na niego zaciekawiona.
- Och? - mruknęłam w końcu. - A więc wybacz, już się zmywam. - wycofałam się, i weszłam do szafy. Tuż przed zamknięciem drzwiczek, dodałam - Żegnam, życzę miłego dnia - pożegnałam się, i zamknęłam drzwiczki szczelnie, tak że ogarnęła mnie ciemność. Po czym wykorzystałam tajemną zapadnie, którą kiedyś sama tu zamontowałam, i już mnie nie było. Z góry usłyszałam dźwięk otwieranych drzwiczek od szafy i niedowierzające pomrukiwanie. Niedługo znalazłam się na dworze, jednak tam dogonił mnie białowłosy z wcześniej.
- Masz moc teleportowania? - mruknął, ponownie mnie zatrzymując.
- Och, nie, nie. - uniosłam kąciki w ust, w tym samym, typowym dla mnie uśmiechu. Nie dodałam nic więcej, tylko pomachałam mu, i poszłam.
Roy? XDD
od Roy'a
- Cel kieruje się w kierunku wschodu. Przyjmij pozycje Grey - usłyszałem lekko zniekształcony głos szefa, który wydobywał się z krótkofalówki.
- Przyjąłem - odparłem i przeładowałem broń. Położyłem się na dachu i zacząłem wymierzać.
Cel mojej dzisiejszej misji - Max O'brian. Szef bandy, która zajmowała się nielegalną sprzedażą broni.
Cel aktualnie szedł pieszo. Ubrany był w ciemne rzeczy, jednak mimo tego, iż od dawna jest już noc, ubranie nie pomaga wtopić mu się w tło.
Westchnąłem wymierzyłem kolesiowi między oczy.
****
- Misja wykonana pomyślnie. Możesz odebrać wynagrodzenie. - głos z krótkofalówki zamilkł po chwili.
Schowałem broń i zszedłem na parter. Ruszyłem w stronę domu. Wolę zadzwonić teraz do szefa i poprosić go o zwykły przelew niżeli biegać teraz po mieście. Jestem za bardzo zmęczony.
Wyciągnąłem telefon i zadzwoniłem do szefa.
- Brian, mógłbyś wykonać przelew? Nie chce mi się biegać po mieście...
- Jasne Grey, dobranoc - głos szefa umilkł.
**
Wstąpiłem po drodze do Mac'a. Zgłodniałem trochę. Tuż przy wejściu do fast food'a wyraźnie można było poczuć zapach mięsa, oleju oraz innych produktów.
Stojąc w kolejce do moich nozdrzy wkradł się jeszcze inny zapach.
Zapach wilkołaka.
Ktusiu????
- Przyjąłem - odparłem i przeładowałem broń. Położyłem się na dachu i zacząłem wymierzać.
Cel mojej dzisiejszej misji - Max O'brian. Szef bandy, która zajmowała się nielegalną sprzedażą broni.
Cel aktualnie szedł pieszo. Ubrany był w ciemne rzeczy, jednak mimo tego, iż od dawna jest już noc, ubranie nie pomaga wtopić mu się w tło.
Westchnąłem wymierzyłem kolesiowi między oczy.
****
- Misja wykonana pomyślnie. Możesz odebrać wynagrodzenie. - głos z krótkofalówki zamilkł po chwili.
Schowałem broń i zszedłem na parter. Ruszyłem w stronę domu. Wolę zadzwonić teraz do szefa i poprosić go o zwykły przelew niżeli biegać teraz po mieście. Jestem za bardzo zmęczony.
Wyciągnąłem telefon i zadzwoniłem do szefa.
- Brian, mógłbyś wykonać przelew? Nie chce mi się biegać po mieście...
- Jasne Grey, dobranoc - głos szefa umilkł.
**
Wstąpiłem po drodze do Mac'a. Zgłodniałem trochę. Tuż przy wejściu do fast food'a wyraźnie można było poczuć zapach mięsa, oleju oraz innych produktów.
Stojąc w kolejce do moich nozdrzy wkradł się jeszcze inny zapach.
Zapach wilkołaka.
Ktusiu????
Od Acair'a cd Kinnesy
Po zakończeniu rozmowy rozeszliśmy się w swoje strony. Niedługo później dostałem SMS'a od Drake'a.
- Ognik, znasz kogoś kto mógłby dołączyć do imprezy? - usłyszałem głos Drake'a.
- W sumie... - zamyśliłem się na chwilę. - Jest taka jedna dziewczyna. a co?
- Okazało się, że mamy iść z osobą towarzyszącą.
- To to w końcu jest domówka czy impreza? - pogubiłem się lekko.
- No impreza, no ale wiesz że często zdarza mi się pomylić słowa. Dobra mniejsza z tym. Impreza zaczyna się o 21. A! Zapomniałbym! Jutro wszyscy mają wolne.
- No to świetnie. To do zobaczenia później. - rzekłem.
- No to pa! - Drake rozłączył się ze mną. Wzdychnąłem ciężko po czym ruszyłem w stronę mieszkania.
*****
Położyłem torbę na podłodze po czym ściągnąłem buty i kurtkę. Po wykonaniu czynności chwyciłem plecak i ruszyłem w stronę pokoju. Po zobaczeniu mojego wyrka postanowiłem położyć się na chwilę, jednak przypomniałem sobie o mojej "słabości" do spania.
Wstałem i podszedłem do klatki Edenie. Podniosłem ją i postanowiłem zadzwonić do (nie skłamię) nowo poznanej piękności.
Pierwszy raz - nic.
Drugi - nic.
Pewnie bierze prysznic, cóż ja też powinienem zadbać o własną higienę.
*Już po prysznicu. Bohater czyta książkę.*
Po usłyszeniu dzwonka mojego telefonu odłożyłem Edenie na bok i chwyciłem urządzenie.
-Witam, dzwoniono do mnie z tego numeru. - usłyszałem znajomy głos.
-Kinnesa? - spytałem się.
-Tak, przy telefonie. - usłyszałem uroczy głos dziewczyny.
- Miałabyś ochotę na pójście ze mną na imprezę? - spytałem się lekko zakłopotany.
Kinnesa?
Strach to niebezpieczeństwo, złość to niebezpieczeństwo, wszelkie uczucia są niebezpieczne i ograniczające. Wystarczy je zlikwidować, i jesteś wolny.
POŚWIĘCENIE
Imię: Anabelle Renn
Nazwisko: Cavigne
Przezwisko: Jako że zawsze przedstawia się imieniem Renn, niektórzy nazywają ją Renią, lub Renatą.
Praca: Morderczyni, szpieg (przyjmuje zlecenia)
Płeć: Kobieta, myślałam, że widać.
Wiek: 18 lat i 6 miesięcy... Przynajmniej tak mówi, w rzeczywistości jej o wiele starsza.
Partner: Miłość, powiadasz? Anabelle Renn Cavigne nie ma najmniejszego zamiaru ponownie się zakochać, a jako że jej serce jest zimne jak bryła lodu, to raczej też nie obdarzy już nikogo tym specjalnym uczuciem.
Charakter: Dla każdego jest taka sama - oziębła, nieufna i kłamliwa. Całe jej życie to kłamstwo, a sama Anabelle kłamie tyle, że gdybyś jej to kłamstwo zabrał, ta by nikim nie była. Jest przekonana, że jej żywot jest nic nie warty, wie, że jest jedynie szurniętą samobójczynią, która bez problemu pożegna się z życiem, sadystką, którą widok krwi i krzyk umierającego człowieka zadowala, psychopatką, szurniętą psychopatką. Zawsze zimna, jej twarz zawsze ma kamienny wyraz, a z ust niemal cały czas wylatują kłamstwa. Wszystkie uczucia dawno porzuciła, a raczej schowała w najgłębszym zakątku serca, do którego nikt nie dotrze. Inne żyjące istoty to w jej oczach jedynie marionetki którymi można manipulować, wykorzystuje wszystko żyjące, by osiągnąć swój cel. Pnie się w górę, w rzeczywistości jednak upada coraz niżej, niedługo będzie na dnie. Chociaż, nie wygląda na taką.
Jeśli ją spotkasz, będzie sprawiała wrażenie uprzejmej, ale małomównej. Na jej twarzy będzie widniał uśmiech, od którego ciarki po plecach przechodzą. Nie, wcale nie jest psychopatyczny czy zły. Po prostu jest... ach, sam zobaczysz. Ta kobieta litości nie zna, i wkurza ją stwierdzenie "zrobiłem to dla kogoś innego". Nieprzewidywalna, zawsze ma plan idealny. Mimo wszystko, potrafi się poświęcić. Jej własny los niezbyt ją obchodzi, może nawet umrzeć. Byleby ktoś przeżył.
I dlatego właśnie jest taka dziwna. Wszystkie cechy jej charakteru są ze sobą sprzeczne, istota taka jak ona istnieć nie powinna.
Anabelle Renn nieczęsto mówi o swojej przeszłości, nie ma zamiaru do tego wracać. Jest uparta jak osioł, zrobi wszystko, by osiągnąć raz sobie postawiony cel. Wiecznie spokojna, nigdy nie zobaczysz jej wyprowadzonej z równowagi czy zdenerwowanej. No, chyba że powiesz przy niej "Zrobiłem to dla kogoś innego". Sama mówi, że nic nie robi dla innych, wszystko dla siebie. Nie zna litości, czy ograniczeń. Potrafi być dość zaskakująca, ale nigdy nie pomoże, chyba, że widzi w tym jakieś korzyści. Nie obchodzi jej, co czuje inna osoba, te sprawy wogóle jej nie inetresują. Umie zabijać, to nie robi na niej żadnego wrażenia. Nikomu nie ufa, każdy to dla niej potencjalny wróg, worek mięsa, który może sprawić jej jakiś problem. I oto Anabelle Renn Cavigne. Inni nic dla niej nie znaczą, bowiem jak już wspominałam, Anabelle jest wyprana z uczuć, przyjaźń czy miłość to dla niej coś nieznanego. Powiada, że nikogo w życiu nie potrzebuje. Mimo iż często kłamie, często mówi również prawdę. Czasami, gdy jest sama, a zdarza się to często, bowiem Anabelle nie lubi towarzystwa, wybucha niekontrolowanym śmiechem, i rzeczywiście wygląda wtedy jak psychopatka, którą poniekąd jest.
Rodzina: Już dawno, dawno zapomniana, ta "rodzina" dla Anabelle nic nie znaczy.
Historia:Nikomu tego nie mówi. Nikt nie powinien się dowiedzieć. Bo nie. I koniec.
Zaczęło się dawno temu. Była najnormalniejszą osobą na świecie. Miła, naiwna, głupia, przyjazna. Taka jak każdy kiedyś był, na tym zniszczonym świecie. Ale nic nie znaczyła dla całego świata. Nikt nie zwracał na nią uwagi, chyba że zrobiła coś źle. Bili ją, kiedy byli źli. Wyładowywali na niej złość, w oczach rodziców Anabelle Renn Cavigne była jedynie workiem mięsa, nic nie znaczącą zabawką. Wykorzystywali ją na wszelkie możliwe sposoby. Kazali jej zabijać, robić różne rzeczy. A młoda Cavigne, która tak bardzo pragnęła uznania i miłości ze strony rodziców, robiła co chcieli. I wtedy nauczyła się kłamać. Z czasem uciekła, bowiem dostrzegła, kim tak naprawdę byli jej rodzice. Bolało ją to, świadomość, że jest nikim na tym świecie. Nie miała nikogo, więc nauczyła się dbać o siebie. Aż w końcu, zgarnęli ją jacyś porywacze. To było niemal jak pranie mózgu. I wtedy Anabelle Renn tak się zmieniła. Z małej, głupiej naiwniaczki, która z każdym by się zaprzyjaźniła, wyrosła na tą osobę, którą jest teraz.Jednak to nie koniec, bowiem... Później spotkała go. Ten jedyny, wybraniec jej serca. Przez długi czas nie akceptowała swojej miłości,
Ciekawostki:
~ Urodziła się w Norwegii, jednak jest pół amerykanką, i pół japonką.
~ Opanowała płynnie kilkanaście języków
~ Jej jedyna słabość to koty, kocha te stworzenia, bowiem chodzą swoją własną drogą, tak jak ona
Głos: Avril Lavigne
Umiejętności główne:
~ Nieśmiertelność, żyje już dość długo
~ Spoglądanie w duszę człowieka, w jedną sekundę może się dowiedzieć wszystkiego o danej osobie
~ Widzi przyszłość
~ Umie pozbawić zmysłów na krótką chwilę
Inne zdjęcia: ---
Właściciel: Kaktusek - howrse.pl | Brak doggi | Gmaila nie podam ;p
od Kinnesy cd Acair'a
Czy on poprosił mnie o numer?! W sumie nie wiedziałam co powiedzieć, zamarłam totalnie. Chętnie bym mu podała ale strasznie dziwnie się poczułam w środku. Nie dość że taki przystojny to jeszcze chce ze mną utrzymać kontakt...
-Pewnie, już podaje. - oznajmiłam nieśmiało, szukałam telefonu ale byłam tak zdenerwowana że nie zauważyłam iż trzymałam go cały czas w ręce.
-Musiałam zostawić telefon w domu.. - byłam zakłopotana i zła na siebie, taką okazję sobie zwalić..
-Em, a to nie twój telefon? - spytał pokazując na moją reke, dopiero wtedy się skapnęłam.
-Oh... tak to ten - strasznie głupio się poczułam, w sumie zdziwiło by mnie to jak pomyśli sobie że dziwaczka jakaś ze mnie. Podałam mu w końcu swój numer ciągle radośnie uśmiechnięta, im dłużej z nim stałam tym cieplej się robiło.
-Dzięki, napisze. - przyjaźnie oznajmił.
-A ja odpisze, - podniosłam brew z wiecznym uśmiechem.
-Narazie - pożegnał się.
-Bayo - pomachałam i odsunęłam mu się lekko z drogi. Gdy zniknął mi z oczu poczułam dziwną i pozytywną energię, podskoczyłam cicho piszcząc przegryzając wargę. Po czym już z takim pozytywnym nastrojem kupiłam coś w sklepie, a co dokładnie to sie później dowiecie.
Wróciłam do mieszkania, zdjęłam kurtkę i buty zakładając ciepłe kapcie, po czym położyłam się radośnie na łóżku.
-Te miasto jest cudne! - krzyknęłam po czym westchnęłam spoglądając na telefon, godzina już późna więc czemu by nie wsiąść kąpieli i kimnąć się spać, jutro pierwszy dzień pracy. Zostawiłam telefon na łóżku i ruszyłam do łazienki. Moja kąpiel długo nie zajęła, gdy natomiast wróciłam chwyciłam telefon będąc jeszcze w ręczniku, zauważyłam dwa nieodebrane połączenia od nieznanego numeru, więc pewnie myślałam że od nowo poznanego chłopaka. Postanowiłam oddzwonić ale do końca nie byłam pewna czy to na pewno on.
-Witam, dzwoniono do mnie z tego numeru. - oznajmiłam gdy sygnał się przerwał a po chwili usłyszałam nieco znajomy głos.
-Kinnesa? - spytał, już chyba wiedziałam.
-Tak, przy telefonie. - powiedziałam uroczo.
ACAIR?
piątek, 16 grudnia 2016
Od Acair'a cd Kinnesy
Wybiła godzina, która kończyła moją zmianę. Ruszyłem w stronę szatni.
- Ognik! - usłyszałem głos za moimi plecami. Odwróciłem się, po czym przede mną ukazał się Drake - mój najbliższy przyjaciel.
- No? - powiedziałem lekko zmęczony.
- Idziesz dzisiaj na domówkę?
- No dobra nie ma sprawy i tak nic nie robię. - powiedziałem i ruszyłem dalej.
***
- Do zobaczenia! - powiedziałem wychodząc z pomieszczenia. Ruszyłem w stronę mieszkania.
******
- Co się stało to się nie odstanie. - powiedziałem z uśmiechem. - Widocznie Bóg miał tak w planach. - dziewczyna również się uśmiechnęła.
- Ognik! - usłyszałem głos za moimi plecami. Odwróciłem się, po czym przede mną ukazał się Drake - mój najbliższy przyjaciel.
- No? - powiedziałem lekko zmęczony.
- Idziesz dzisiaj na domówkę?
- No dobra nie ma sprawy i tak nic nie robię. - powiedziałem i ruszyłem dalej.
***
- Do zobaczenia! - powiedziałem wychodząc z pomieszczenia. Ruszyłem w stronę mieszkania.
******
- Co się stało to się nie odstanie. - powiedziałem z uśmiechem. - Widocznie Bóg miał tak w planach. - dziewczyna również się uśmiechnęła.
- Przepraszam jeszcze raz - cofnęła się pół kroku.
- Nic się nie stało. I tak wracam do domu i się przebiorę. - powiedziałem. - Jestem Acair.
- Kinnesa miło mi. - Kinnesa podała mi rękę.
- Mi również. Posiadasz bardzo rzadkie imię, wybacz jeżeli cię to uraziło.
- Nie nic się nie stało. - uśmiechnęła się jeszcze szerzej.
- Mogę Cię prosić o numer? - powiedziałem wyciągając telefon.
Kinnesa?
- Mogę Cię prosić o numer? - powiedziałem wyciągając telefon.
Kinnesa?
czwartek, 15 grudnia 2016
Wszystko, czym jesteśmy to wyspa nielotów
UKOJENIE
Imię: Everett Elijah Joshua
Nazwisko: Washington
Przezwisko: Posługuje się swoim pierwszym imieniem. Czasami może przewinąć się jedno z następnych, bo jest ich aż trzy; nazwisko też bywa używane zamiennie. Inne to choćby niechlubne przezwisko Eve, EJ czy Poeta.
Praca: Pracuje jako sprzedawca w sklepie muzycznym, czasami dorabia jako diler.
Płeć: mężczyzna
Wiek: 21 lat
Partner: ---
Charakter: Chociaż jego imię znaczy dosłownie „odważny dzik”, Everett nie ma w sobie, ku zaskoczeniu wszystkich, nic z dzika ani tym bardziej z odważnej osoby.
Eve to typowy introwertyk, zamknięty w sobie myśliciel i melancholik. Cichy, spokojny, opanowany. Nie odzywa się, kiedy nie potrzeba, waży każde słowo. Potrzebuje więcej czasu na zastanowienie, zanim odpowie; nigdy nie jest porywczy. Szczery do bólu. Jest zazwyczaj osobą spokojną i opanowaną, bardzo rzadko zdarzają się wyjątki, w których traci swój dystans.
Pesymista, jak nazywa siebie na początku dziennym; potrafi stworzyć najgorszy scenariusz do każdej sytuacji, która mu się napatoczy.
Tylko mała garstka osób może pochwalić się stuprocentowym zaufaniem Everetta. Bardzo trudno jest przekonać go do siebie, jednak bardzo łatwo można stracić jego zaufanie.
Jest nazbyt inteligentny, jego głowę bombarduje niezliczona ilość pomysłów. Zakochuje się szybko, najczęściej nieszczęśliwie, co czyni go typowym niepoprawnym romantykiem.
Słaby psychicznie, delikatny, szybko można go złamać. Nie radzi sobie z demonami w swojej własnej głowie, którym nieraz się poddaje, co zostawia go samego w rozpaczy i ciemności. Trzyma się wtedy z daleka od wszystkich, wszystkiego. Mimo to, swoje problemy trzyma dla siebie będąc stuprocentowym altruistą; potrafi oddać wszystko nawet nieznanej osobie, jeżeli wie, że ona potrzebuje tego bardziej niż on. Sam nie będzie potrafił siebie obronić, ale zawsze stanie w czyjejś obronie.
Rodzina:
• Elijah Washington – matka, zajmująca się domem przez cale swoje życie.
• Amber Washington - ojciec, który spędzał więcej czasu w pracy, niż z rodziną.
• Robert Elijah Washington – starszy brat.
• Catherine Amber, Kelly, Mariah Eliza Washington – trzy młodsze siostry.
Historia: Pewnego deszczowego poranka, na prowincji urodził się drugi syn małżeństwa Washington, któremu nadano dźwięczne imiona Everett Elijah Joshua. Chłopak spędził pierwsze lata swojego życia w dostatku, pod czuwającym okiem rodziców i starszego brata. Wszystko wydawało się perfekcyjne. Do czasu.
Znikąd pojawił się kryzys, przez który ojciec został szybko wyrzucony z pracy podczas masowych zwolnień. Trzeba było sprzedać bezpieczną ostoję za miastem i znaleźć bardziej opłacalne mieszkanie. Everett nie czuł się bezpiecznie w publicznej szkole pełnej głośnych i dużych dzieciaków, wyglądających na znacznie silniejszych od niego. Zaczął zamykać się w sobie, co spowodowało jeszcze większy nacisk młodzieży na niego i po jakimś czasie Eve zaczął wracać do domu z siniakami. Ojciec był zbyt zajęty pracą, by móc cokolwiek zauważyć, matka koiła chłopaka słowami, że rówieśnikom znudzi się znęcanie nad nim. Nic się nie zmieniło, ba, wszystko zaczęło powoli upadać.
Ojciec zaczął powoli zauważać blizny chłopaka i obwiniał go za to, że nie umie się obronić przed zwykłymi dzieciakami. Everett zamilkł na dobre pół roku. Elijah został znowu wyrzucony z pracy. Po jakimś czasie odszedł od rodziny, nie mówiąc praktycznie nic. Matka zaczęła topić swoje smutki w alkoholu. Przez dłuższy czas nic się nie działo, oprócz kilku obelg bełkotanych tu i tam. Po jakimś czasie to EJ został czymś, na czym jego matka wyrzucała swoje emocje, bo w końcu gdyby postawił się szkolnym tyranom, ojciec nie zostawiłby ich z niczym, prawda?
Everettowi szybko zostało wpojone kilka ważnych zasad – po pierwsze, nie odzywaj się, jeżeli nie potrzebujesz; po drugie, ból fizyczny dość szybko przechodzi, jeżeli patrzy się na niego z dłuższej perspektywy; po trzecie, nie kwestionuj słów matki, bo to ona cię wychowała i to ona wie lepiej. W każdym razie lepiej przyjąć uderzenie na siebie niż widzieć, jak matka pluje i atakuje młodsze rodzeństwo.
Eve przychodził i wracał ze szkoły z siniakami. Starszy brat, Robert po jakimś czasie przestał być obojętny. Kiedy tylko skończył osiemnaście lat, zaczął domagać się o prawa rodzicielskie. Ostatecznie wygrał, zabierając młodsze siostry do siebie. Kolejne kilka lat Everett żył między szkołą a pracą, pomagając bratu zarabiać na utrzymanie rodzeństwa. Kiedy Everett uzyskał pełnoletniość, jego starszy brat wybłagał go o wyjście z rodziny. Nie chciał, by Eve gnił dalej nie robiąc nic konkretnego w życiu. EJ pogodził się z wyborem brata, zrzucając mimowolnie winę na siebie.
Dopiero po kilku miesiącach dowiedział się, że jako jedyny z rodziny odziedziczył po matce geny wilka i to, najprawdopodobniej, odrzuciło Roberta.
Ciekawostki:
• Jest synestetykiem.
• Uwielbia literaturę każdego gatunku, ale szczególnie upodobał sobie poezję, którą sam tworzy w wolnym czasie.
• Bardzo lubi kwiaty, w szczególności orchidee, róże i poisencje, ale nigdy nie mógłby ich posiadać, zapominałby o podlewaniu.
• Mało śpi, żywi się kawą i red bullami; nie potrafi zasnąć bez tabletek nasennych.
• Potrafi grać na kilku instrumentach, najlepiej radzi sobie na gitarze i fortepianie. Do tego dośpiewuje melodie, ale nie chwali się swoim głosem.
• Jest biseksualny.
• Ma wysoki próg bólu fizycznego, praktycznie go nie czuje.
Głos: Troye Sivan
Umiejętności główne: Najważniejszą umiejętnością Everetta jest to, że potrafi samą myślą zamknąć rany, ale nie potrafi wskrzeszać, czy ratować osób lub zwierząt już konających lub z wrodzonymi chorobami. Co ciekawie, działa ona na praktycznie każdej istocie żyjącej oprócz Everetta.
Eve potrafi także, jeżeli wystarczająco się skupi, przenieść się w dowolne miejsce w czasie i przestrzeni. Czas wokół chłopaka zatrzymuje się, a ten spokojnie może podróżować w dowolne miejsce, oczywiście nie odwiedza go fizycznie, jedynie duchem.
Ostatnią umiejętnością Everetta jest chwilowe, wręcz maksymalnie kilkuminutowe zatrzymanie czasu. Te dwa talenty są jednak bardzo wyczerpujące i kończą się najczęściej osłabieniem, czy straceniem przytomności przez mężczyznę.
Inne zdjęcia:
•1
•2
Właściciel: Ceresowa (doggi)
od Kinnesy
Nowe miasto, nowy świat, nowe znajomości, nowe miłości... Nowe Życie... Taaak to czeka mnie już za chwile, czy mogę w końcu być sobą? Nie musząc ukrywać się z swoim zdolnościami jakie dała mi pradawna natura. W przeprowadzce pomogła mi moja Ciotka która wychowała i chroniła w bezpiecznej ale i dalekiej miejscowości. Nadszedł czas pożegnania ukochanej cioci, jedyna moja bliska rodzina. Było to dla mnie bardzo trudne, na pewno będę tęsknić, nikt mnie tak bardzo nie rozumiał jak ona. Szybko zagnieździłam się w swoim pokoiku, walizki ułożyłam przy pięknych dębowych szafkach, porozciągałam trochę ciało gdyż jazda autem trwała z jakieś 10h z małymi przerwami. Łóżko było tak wygodne że od razu się położyłam ale tylko na chwile, westchnęłam i wstałam. Wyciągnęłam kanapki z plecaka i wstawiłam wodę. Malutkie śniadanko i byłam gotowa szukać pracy.
Dopiero na drugi dzień miałam zacząć uczyć tańca w szkole Hip-Hopu. Więc dzisiaj resztę dnia mam wolne, postanowiłam posprawdzać co ciekawego w sklepach. Niefortunnie wpadłam na kogoś, a że nieszczęście spowodowało iż miałam gorącą kawe w ręce, wylałam na koszulkę chłopaka, spojrzał na siebie z zdziwieniem. Zakryłam usta reką.
-O boże.. przepraszam, czekaj wytrę... - nałożyłam bardziej bluzę na rękę i wycierałam jak szmatką bluzę.
-Tak jest jeszcze gorzej , - oznajmił, gdy spojrzałam na niego lekko się uśmiechnął, czułam jak moje policzki nabrały czerwonego koloru.
-Naprawdę przepraszam, - dodałam gdy przestałam wycierać, a bluzka kolegi wyglądała jeszcze gorzej.
Ktoś?
Po co się zmieniać, skoro i tak osądzają po przeszłości
STRACH
Imię: Elis
Nazwisko: Daimond
Przezwisko: Black Fatum
Praca: w FBI
Płeć: Kobieta
Wiek: 19 lat
Partner: Hah, nikt nie ma na tyle odwagi.
Charakter: Elis to bardzo wymagająca dziewczynka, czule skupia się na swoich zadaniach. Niestety bardzo łatwo ją wywalić z równowagi, słaba cierpliwość, mimo tego iż stara się nie pokazywać swej agresji. Lubi poznawać nowych ludzi, jednak do każdego ma się dystans odpowiedni. Zaufanie u niej ciężko ale to bardzo ciężko zdobyć, może cie lubić, może uznać za przyjaciela , ale nie oznacza że ci ufa. Kocha wyzwania jak i rywalizacje, często mówi to co myśli, nie zamyka się w sobie. Nie obchodzi ją co inni o niej myślą. Wystarczy że raz ktoś zajdzie za skórę, a przesrane ma z nią do końca.
Rodzina: Chyba kiedyś miała siostrę ale nie pamięta.
Historia: Narodzin chyba nie ma po co opisywać, w każdym bądź razie nasza bohaterka od młodych szczenięcych lat interesowała się zabójstwami jak i kryminalnymi zagadkami. Uwielbia kombinować, już wtedy objawiała swoje niezwykłe talenty. Szybko się uczyła , w krótkim czasie opanowywała struktury, które pchały ją coraz bardziej na wyższe ligi zawodowe. Jej rodzice nie narzekali, od momentu gdy mając 11 lat wygrała wielką nagrodę za złapanie brutalnego zabójcy którego policja ścigała od 6 lat.. Dla siebie i dla drużyny zdobyła już wtedy z jakieś 5 000 dolarów. Nie przestawała sie uczyć, ani nie opuszczała żadnych innych zajęć. Zdobywała znajomych zwykle przez internet, ale zdarzały się zjazdy paro dniowe gdzie wszyscy spotykali sie urządzając turnieje, pikniki czy grilla. Lata mijały, przyjaźnie przychodziły i odchodziły. Niektóre zostały do tej pory. W wieku 18 lat Elis zamieszkała sama, rodzice wyjechali gdy ojciec dostał pozwolenie na założenie własnej firmy w innym kraju która teraz ma sie znakomicie i lecą spore zyski. Dzięki niemu Elis nie musi opłacać mieszkania, wody czy podatku za samochód. Teraz pracuję jako zawodowa policjantka spłacając grze matki która w młodych latach brutalnie mordowała, Elis nie chce o niej wspominać. Nie zaprzestała w walkach turniejowych i dalej walczy o główne wygrane, nie sadze by miało sie to zmienić w najbliższym czasie. Walczy również o to by zdanie o niej zmieniło się, choć w końcu musiała dać sobie spokój, zawsze będzie spostrzegana jako córka morderczyni, przez co niejednokrotnie groziło jej wylanie z pracy.
Ciekawostki:
~Interesuję się wilczym trybem życia jak i skompilowanymi akcjami terrorystycznymi.
~Większości historii zostało przed nią utajnione.
~Ulubionym kolorem jest Pomarańcz. W każdej odcieni. Natomiast ukochanym kamieniem jest ametyst, którego nosi ze sobą na naszyjniku.
~Uwielbia świeże mięso sarny lub nadzwyczajną pizze bolognese z wieloma oliwkami.
Głos: Ewa Farna
Umiejętności główne: Najlepszą umiejętnością naszej bohaterki jest widzenie przez ściany, działa to mniej więcej jak echolokacja. Potrafi wykryć kogoś schowanego lub zostaje poinformowana czy osoba patrzy się w jej stronę czy jest odwrócona.
Inne zdjęcia:
Właściciel: WaderaSteysi
Demonie, Demonku, weź ty mi nie wyjadaj karmy!
STRACH
Imię: Roy
Nazwisko: Sia
Przezwisko: Frost, Grey
Praca: barman, czasami jednak pracuje jako zabójca na zlecenia
Płeć: mężczyzna
Wiek: 20
Partner: ---
Charakter: Tajemniczy gościu ze ślepej uliczki - to dobre określenie Roy'a. Nigdy nie wdaje się w dyskusje. Trzyma się na uboczu. Jest dość sceptyczny oraz agresywny, jednak potrafi być miły oraz uprzejmy. Nigdy nie przebywa w dużych grupach. Źle radzi sobie w pracach zespołowych. Introwertyk, pesymista i sceptyk - trzy słowa i już wiesz, że chodzi o Roy'a.
Rodzina:
Ojciec - Nicholas
Matka - Valentine
Ojciec - Nicholas
Matka - Valentine
Historia: Roy urodził się w rodzinie morderców. W dzieciństwie nie posiadał przyjaciół, przez co teraz ma problemy z poznawaniem nowych osób.
Jego ojciec był znanym zabójcą na zlecenie, matka utalentowaną snajperką. Jako dziecko szanowanych zabijaków, Roy od małego był trzymany blisko broni. Matka uczyła go snajperki, ojciec natomiast skutecznego mordowania.
Roy był zmuszony do nie przywiązywania się do innych, musiał wyzbyć się "zbędnych" uczuć typu współczucie.
Jako szesnastolatek otrzymał swoją pierwszą misję - zabójstwa jednego z ochraniarzy znanej mafii. Misja zakończyła się sukcesem.
Podczas jednej z kolejnych misji, poznał Adriana - wilkołaka, który po długiej znajomości postanowił przemienić Roy'a w wilka.
Jego ojciec był znanym zabójcą na zlecenie, matka utalentowaną snajperką. Jako dziecko szanowanych zabijaków, Roy od małego był trzymany blisko broni. Matka uczyła go snajperki, ojciec natomiast skutecznego mordowania.
Roy był zmuszony do nie przywiązywania się do innych, musiał wyzbyć się "zbędnych" uczuć typu współczucie.
Jako szesnastolatek otrzymał swoją pierwszą misję - zabójstwa jednego z ochraniarzy znanej mafii. Misja zakończyła się sukcesem.
Podczas jednej z kolejnych misji, poznał Adriana - wilkołaka, który po długiej znajomości postanowił przemienić Roy'a w wilka.
Ciekawostki:
Г Gra na gitarze
Г Posiada tchurzofretkę Sarę
Г Posiada mnóstwo blizn na palcach, przedramionach oraz łopatkach.
Г Będąc mały wierzył wampiry
Г Jest ateistą
Г Potrafi zabijać łukiem
Г Gra na gitarze
Г Posiada tchurzofretkę Sarę
Г Posiada mnóstwo blizn na palcach, przedramionach oraz łopatkach.
Г Będąc mały wierzył wampiry
Г Jest ateistą
Г Potrafi zabijać łukiem
Głos: Thomas Graff
Umiejętności główne:
1. Zamrażanie poprzez dotyk.
2. Zmiana w ptaka
3. Tworzenie iluzji
4. Superwzrok (widzi wszystko nawet jeśli zamknie oczy)
1. Zamrażanie poprzez dotyk.
2. Zmiana w ptaka
3. Tworzenie iluzji
4. Superwzrok (widzi wszystko nawet jeśli zamknie oczy)
Inne zdjęcia: 1
Właściciel: toripiekna
środa, 14 grudnia 2016
Nie ma miłości bez serca, nie ma duszy bez miłości
SZCZEROŚĆ
Imię: Kinnesa (Czyt: Kenasa)
Nazwisko: Beliv'e (Czyt: Belif)
Przezwisko: Kin , Ewentualnie Bella.
Praca: Zawodowa Tancerka jak i Piosenkarka.
Płeć: Kobieta
Wiek: 19 lat
Partner: Jak każdy odczuwa pragnienie bliskości drugiej osoby, Kinnesa nie jest inna, również odczuwa pustkę jednak nikt nie potrafi się odważyć.
Charakter: Kinnesa jest przyjazną i spokojną dziewczyną, odkąd jej rodzice pożegnali światło dzienne. Swoją odwagą przewyższa wiekowość istnień. Może i czasem nie okazuje uczuć ale to tylko poprzez dzienne medytacje, musi chować to co tłumi, pozwolić sobie nie może na wybuch emocji czy też płacz po stracie bliskich. Nie potrafi być okrutna i chamska ale jest wymagająca i sprawiedliwa. Potrafi być litościwa jednak czasem gdy nie ma wyjścia zaciska zęby i ukazuję stanowczość. Nie ma szacunku dla chamskich osób, jednak można u niej zmienić zdanie ukazując swą odmianę. W głębi duszy marzy o rodzinie, o osobie którą może pokochać mimo iż nie zna ani nie ukazuję takiej woli. Nasza bohaterka nigdy nie krzywdzi niewinnych osób, całym sercem i całą duszą ukazuję pomocną dłoń każdemu kto choć trochę jej potrzebuje. Uwielbia uprawiać swój własny sport. Taniec jest dla niej życiem, może w nim wypuścić wszystkie emocje które w niej drzemią, poprzez śpiew również może się wyżalić. Zwykle udaje kim kim nie jest by nikt nie musiał martwić się o nią.
Rodzina: Do dziś nasza bohaterka zna ich imiona natomiast dla jej serca jest to zbyt bolesne, woli nie rozdrapywać ran.
Historia: Narodzona w niewielkim mieście, gdzie rodzice ułożyli już jej wygodne życie. Chcieli ją chronić przed innymi ludźmi, wiedzieli że nie zaakceptują odmiennej istoty niż oni sami. Nieświadoma mała dziewczynka ukazywała swe zdolności już w czesnym wieku, prawie zostali wykryci. Mimo próśb rodziców Kinnesa nie wiedziała jak ważne jest chowanie się przed światem więc nie posłuchała powodując zagładę na jej nowy dom. Musiała uciekać gdy rodzice zostali zaatakowani, dali się zabić za życie córki, wraz z ciocią uciekła poza miasto. Znalazły miejsce w którym córeczka martwej kobiety mogła spokojnie dorastać. Mimo łez musiała wstać, musiała dumnie wypiąć pierś, musiała przestać płakać... Mimo wspomnień które dręczą jej sny, staje się coraz silniejsza. Większość historii jest już nudna i pozbawiona jakiegokolwiek sensu by dalej opisywać. Ponoć znalazła nowy dom w którym może być sobą.. ale czy na pewno?
Ciekawostki: Jej największym marzeniem jest stać się słynną tancerką. Kocha również maliny, to jej słabość, gdy wyczuje ich zapach przy tobie lepiej uciekaj. Nie pali, nie pije, nie ćpa, czysta dziewczyna. Jej oczy mogą zmienić się z piwnych na bursztynowe a nawet na jasno żółte, zależy od jej niecodziennej przemiany.
Głos: tATu
Umiejętności główne: Posługiwanie się energią, sprawia iż potrafi ją skupić w jednym miejscu albo zgasić, powoduje głównie energie w ręce, skumulowana nagrzewa się do niepowtarzalnych temperatur tworząc światło lub czysty i żywy ogień. Jej kolejną i ostatnią umiejętnością jest zamiana w czysty cień, staje się wtedy nietykalna fizycznie, może przemieszczać się wszędzie gdzie nie dochodzi światło. Wystarczy twój cień by mogła się schować. Jako cień może również kogoś złapać za jego własne świetlne odbicie.
Inne zdjęcia:
Właściciel:WaderaSteysi
wtorek, 13 grudnia 2016
A teraz prędko, zanim dotrze do nas, że to bez sensu!
UKOJENIE
Imię: Acair (czyt. Eker)
Nazwisko: Newton
Przezwisko: Air, Tony, Braciszek, Ognik, Wujcio
Praca: Pracuje jako kucharz, dorabia jako wolontariusz w schronisku
Płeć: mężczyzna
Wiek: 21 lat
Partner: --
Charakter: Acair jest mężczyzną o łagodnym charakterze. Miły, pomocny i zawsze uśmiechnięty. Często wpada w dziwaczne stany melancholijne. Nie wychodzi wtedy z domu, nie odzywa się do innych, unika świata zewnętrznego, chodzi przybity. Jednak po deszczu zawsze przecież nastaje słoneczny dzień. Często podświadomie zdarza mu się strofować ludzi i głosić im swoje prawdy i zdanie. Jeśli osoba dalej upiera się przy swoim, może go szybko zdenerwować, a tego lepiej nie robić, bo młodzieniec mógłby się ubiegać o tytuł najlepszego awanturnika i zmyślacza argumentów. Jest to spowodowane jego opiekuńczością, którą w szczególności odczuć mogą bliższe mu osoby. Gdy wykryje, że coś jest nie tak to, dla przyjaciół i osób, które kocha gotowy jest poświęcić własne życie, jednak w ogień skoczyć może nawet za nieznajomymi w potrzebie
Rodzina: brat Derek, siostra Laura, babcia Sophie
Rodzina: brat Derek, siostra Laura, babcia Sophie
Historia: Acair urodził się w małej wsi oddalonej od najbliższego miasta o ponad 30 kilometrów. Jako bardzo mały chłopiec stracił mamę podczas porodu jego młodszej siostry, lecz praktycznie jej nie pamięta, więc nigdy nie czuł potrzeby tęsknoty za nią.
Na tym wielkim świecie pozostał jego ojciec, starszy brat oraz młodsza siostra. Ojciec trójki rodzeństwa zaczął mieć problemy z alkoholem. Z alkoholem przypałętał się również problem z przemocą.
Rodzic bił swoich potomków. Bił gdy coś im się nie udawało, kiedy siedzieli cicho i wykonywali swoje obowiązki. Jednak pewnego dnia, ojciec zaatakował Acair'a. To nie były już te dawne bezsilne ataki pięści. Przerodziły się one w ataki pełne furii. Starszy brat, Derek próbował pomóc bracie, lecz i on zarobił kilka potężnych ataków. Najmłodsza z rodzeństwa, Laura wybiegła przestraszona z domu. Sąsiad słysząc przerażone krzyki dziecka, ruszył w stronę domu Newton'ów. Po całym zajściu dzieci trafiły pod opiekę babci.
Na tym wielkim świecie pozostał jego ojciec, starszy brat oraz młodsza siostra. Ojciec trójki rodzeństwa zaczął mieć problemy z alkoholem. Z alkoholem przypałętał się również problem z przemocą.
Rodzic bił swoich potomków. Bił gdy coś im się nie udawało, kiedy siedzieli cicho i wykonywali swoje obowiązki. Jednak pewnego dnia, ojciec zaatakował Acair'a. To nie były już te dawne bezsilne ataki pięści. Przerodziły się one w ataki pełne furii. Starszy brat, Derek próbował pomóc bracie, lecz i on zarobił kilka potężnych ataków. Najmłodsza z rodzeństwa, Laura wybiegła przestraszona z domu. Sąsiad słysząc przerażone krzyki dziecka, ruszył w stronę domu Newton'ów. Po całym zajściu dzieci trafiły pod opiekę babci.
Ciekawostki:
₪ Ma smykałkę artystyczną: głównie malarską
₪ Posiada szczura albinosa o imieniu Edenie
₪ Kiedy się denerwuje często używa takich słów jak 'kuźwa', 'ja papierkuję' czy też 'kurka'
₪ Podczas szarpaniny z ojcem w dzieciństwie, Acair spadł na roztrzaskaną butelkę. Teraz przez to szkło, chłopak nosi na swojej skórze blizny.
₪ Ma znieczulicę
₪ Za każdym razem gdy próbował popełnić samobójstwo, coś go od tego odciągało.
₪ Ma smykałkę artystyczną: głównie malarską
₪ Posiada szczura albinosa o imieniu Edenie
₪ Kiedy się denerwuje często używa takich słów jak 'kuźwa', 'ja papierkuję' czy też 'kurka'
₪ Podczas szarpaniny z ojcem w dzieciństwie, Acair spadł na roztrzaskaną butelkę. Teraz przez to szkło, chłopak nosi na swojej skórze blizny.
₪ Ma znieczulicę
₪ Za każdym razem gdy próbował popełnić samobójstwo, coś go od tego odciągało.
Głos: Sylvain Wuyts
Umiejętności główne:
1. Panuje nad płomieniem; ma umiejętność wytwarzania niebieskiego ognia.
2. Przewiduje przyszłość.
3. Kontrola światła.
1. Panuje nad płomieniem; ma umiejętność wytwarzania niebieskiego ognia.
2. Przewiduje przyszłość.
3. Kontrola światła.
Inne zdjęcia:
Właściciel: toripiekna
Bycie złym, wcale nie jest takie złe...
POŚWIĘCENIE
Imię: Ross
Nazwisko: Lynch
Przezwisko: Nie uznaje przezwiska, chyba, że Roly.
Praca: Piosenkarz
Płeć: chłopak
Wiek: 19 lat
Partner: brak
Charakter: Ja? Ja jestem tajemniczy lecz... Pogodny co nie pasuje do gangu, do którego należę... Umiem być czuły. Kocham muzykę... Przy innych wilkołakach często jestem groźny i bezwzględny. Jest u mnie cenna cecha - wierność... Jak również zdolność kochania i prawdomówność i... Również jest sprytny jak i przebiegły. Brawo ja! Staram się zawsze... Być sobą, ale jest to trudne, gdy inni ciągle są bezwzględni... Są sobą. Ja jestem sobą gdy... Gdy śpiewam. Polubiłem ten zawód... Czuję się dobrze... Będąc prawdziwym sobą... Jako wilk kochał biegać, skakać, wyć i polować...
Rodzina: E... Nie wiem, nie znam...
Historia: - Joker, nie waż się! - warknąłem. Dziwne było, że zwykła suczka myślała, że jestem zwykłym psem Miałem dosyć tego, że mnie ciągle liże, i mówi, że jesteśmy partnerstwem.
- Misiu Pysiu, kocham cię, wiesz?
- Odczep się! - przykułem ją do ziemi. - Nie szukam miłości!!!
- No nie wiesz, co to jest! - uśmiechnęła się. - A ja cie nauczę! Ale najpierw... Daj buzi!
- Daruj sobie! - odskoczyłem. - Zostaw mnie!
- Jak chcesz, wiele osób o twoje miejsce by walczyło!
- Chyba o moje! - warknąłem i zacząłem uciekać. Pierwszy raz poczułem to uczucie - wolność i niezależność... Tak, taki chciałem być i w takim poczuciu żyć! Przyspieszyłem. Byłem strasznie szybki. Myślałem, że jestem szybszy od błyskawicy. Nagle ktoś zarzucił mi pętle ma szyję. Potknąłem się i zaczął wiercić się na ziemi. Ktoś mnie złapał i wsadził do auta. Obudziłem się w klatce. Na tle nieba wisiała reklama - Schronisko, przyjedź i weź psa!
Tak, trafiłem do... Schroniska. Mój koszmar. Dopiero teraz zauważyłem, że mieszkam w klatce wraz z jakimś szczeniakiem.
- Dzień dobry Panu! - zaśmiał się i zaczął skakać dookoła mnie.
- Zawsze tu tak jest? - spojrzałem w dal.
- Jak zawsze? - zdziwił się.
- Zawsze jest tu tak koszmarnie dziwnie, strasznie i nudno? - skierowałem pysk w stronę szczenięcia.
- No... Raczej tak... - szczenię zaczęło grzebać łapą po betonie, jakby to była ziemia.
- Uwolnię się! - szepnąłem do siebie ale szczenię usłyszało.
- Jak? - zdziwił się. - Nie da się!
~Tydzień Później~
Przyszli jacyś ludzie. Byłem wielkie więc... Byłem lepszy od tego szczeniaka. Prychnąłem na nich. Nagle usłyszałem te słowa - Chce tego psa - które wyszli z ust dziewczynki która przyszła do schroniska.
- Chowaj się za mnie! - Prychnąłem do Alexa, bo tak się nazywał. Myślałem, że chodzi o niego, ale chodziło o mnie. Otworzyli klatkę a ja wyszłem. Patrzyli na mnie. Ja z drwiącym uśmiechem ugryzłem dziewczynkę i zacząłem uciekać. Uciekałem, Uciekałem, Uciekałem. Zatrzymałem się. Jakaś wilczyca zaprosiła mnie do gangu... Próżni...
Ciekawostki: śpiewanie (?)
Głos: Ross Lynch
Umiejętności główne: czytanie w myślach, latanie, zabijanie wzrokiem.
Inne zdjęcia: 1
Właściciel: Wolfix/howrse
Ludzie nie płaczą dlatego, że są słabi. Płaczą, bo byli silni zbyt długo…
Próżnia
Imię: Samara
Nazwisko: Myers
Przezwisko: Nie toleruje przezwisk. Zwracaj się do niej tylko i wyłącznie Samara.
Praca: Prawniczka, jednak nienawidzi swojej pracy i coś jej nie idzie.
Płeć: kobieta
Wiek: 20 lat
Partner: brak
Charakter: Samara jest dość tajemnicza i mroczna. Nienawidzi wszelkich przezwisk i zdrobnień. Nie jest zbyt kontaktowa, nie lubi zawierać znajomości. Rozsądnie podejmuje decyzje. Jest z lekka egoistką. Ale tylko trochę. Nie za bardzo interesuje ją dobro innych. Najpierw z zasady martwi się o siebie. Uwielbia wszelkie psowate. Samara nie zakochuje się łatwo, ale kiedy już to zrobi-nie ma zmiłuj. Nie zna uczuć innych niż strach i smutek.
Rodzina: Nie pamięta. Jej rodzice umarli, kiedy była malutka. Miała jedynie dwa miesiące.
Historia: Kiedy się urodziła, wszystko miało być normalne. Jechała z rodzicami samochodem. Nie rozumiała zbyt wiele, jednak usłyszała pisk opon, krzyk rodziców i… tyle. Był to wypadek. Nikt oprócz niej nie przeżył. Z trudem odwróciła głowę. Nieopodal drogi rósł las. Mimo swego bardzo młodego wieku dziewczynka zdążyła dostrzec tylko jedno-wilka stojącego na jego kraju. Po kilku godzinach policja i karetka dotarły na miejsce. Wygrzebały Samarę z wraku samochodu i zawieźli do szpitala. Po kilku tygodniach leczenia oddali ją do sierocińca. Okropnego i mrocznego sierocińca. Opiekunki były tam bezduszne. Wykorzystywały podopiecznych do nielegalnej sprzedaży rozmaitych rzeczy. Pewnego dnia Samara spacerując po lesie zimą natknęła się na wilczy trop. Postanowiła za nim pójść. Zakończył się on u podnóża jakiejś skały… na której siedział wilk Rozpoznała go-to ten. Widziała go trzynaście lat wcześniej. Tego dnia, kiedy ostatni raz widziała i słyszała rodziców. Był bardzo potężnym, szarym wilkiem. Odwrócił się powoli i nagle skoczył do szyi Samary. Ugryzł ją. Dziewczyna straciła przytomność. Podświadomie usłyszała tylko „O nie! To ty! Jak ja mogłem. Myślałem, że chciałaś mnie zabić!” po czym uciekł. Samara obudziła się w szpitalu. Dowiedziała się, że zapadła w śpiączkę. Znaleziono ją w lesie pięć lat temu. Niestety nikt jej nie szukał. Była osierocona, ale pełnoletnia. Postanowiła wyruszyć w świat, aby poszukać czegoś, co pozwoli jej zapomnieć o śmierci rodziców, sierocińcu i… wilku. Jeszcze nie wie, że jest wilkołakiem i ten wilk też nim był. Dowiedziała się jednak tego tutaj.
Ciekawostki: uwielbia wszelkie psowate oraz kynologię. Ma talent do rysowania, a jej praca ją męczy. W postaci wilczej jest bardzo podobna do wilka, przez którego stała się wilkołakiem-prawdopodobnie swoim ugryzieniem dał jej trochę swoich genów, jednak nie zmienia to faktu, że Samara w obu swoich postaciach jest bardzo drobna. Myślę, że wystarczająco już ją opisałam.
Głos: Jennifer Lopez
Umiejętności główne: 1.Potrafi wkraść się do czyjejś podświadomości i nim sterować. Tylko nieliczni potrafią się przed tym obronić
2.Jeśli chce-może zabić wzrokiem.
3.Samara potrafi stać się niewidzialna, lecz tylko na minutę. Jest to dla niej ogromny wysiłek.
Właściciel: howrse: zul2451 doggi: zul2451
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)


